Temat już mocno odbiegł od tego o czym miał być
Wykorzystując to napiszę, że dla mnie film to przede wszystkim fabuła a nie zdjęcia, muzyka czy dźwięk. Cóż z tego, że efekty czy muzyka są dobre jak fabuła jest do niczego. Przecież nie będę później odtwarzał filmów tylko po to bo muzyka jest fajna. Jeśli tak będzie to wolę sobie kupić CD z muzyką. Co do efektów i napędzania tym kina nie do końca się zgadzam. Szczerze mocno bym musiał myśleć ile filmów np od 2000 roku zapadło mi w pamieć ze względu na efekty które okazały się czymś spektakularnym. Wręcz więcej razy chyba się zawiodłem mega zapowiedziami czy trailerami a potem rozczarowanie bo te mega-super sceny trwały po 2-3 sekundy i wcale nie obroniły filmu. Osobiście już kompletnie mnie to "nie jara" i odhaczam pewne pozycje tylko dlatego, że to jakaś kontynuacja serii. Tak jak w latach 90-tych pojawiały się pozycje przełomowe jeśli chodzi o efekty tak teraz nie widzę pozycji ,które by mnie ruszały w tej kwestii. Pozycje Marvel'owe, Transformers czy Ready Player One. Wszystko to fajnie się ogląda ale czy za parę lat będziemy te filmy wspominać jako coś super efekciarskiego? Mam wątpliwości. Ogólnie wielokrotnie włączam wieczorem jakiś film i coraz częściej mam wrażenie, że albo pomysły na filmy się kończą albo ja z wiekiem coraz bardziej wybredny
Na pewno jednak ostatnią rzeczą jaką w filmie mi przeszkadza to kadrowanie czy rozmiar obrazu. Może pierwsze sekundy/minuty w Zimnej Wojnie zwróciły mi na to uwagę ale już po chwili o tym zapomniałem i w niczym mi to nie przeszkadzało. Rozumiem, że można mieć różne oczekiwania i upodobania ale takie rzeczy jak dla mnie na ogólny odbiór filmu nie powinny mieć wpływu. Bo tak jak na początku napisałem dla mnie film to jakaś historia i ona jest najważniejsza a nie to jak została pokazana. Pewnie dlatego kiedyś więcej filmów mi się podobało
Wykorzystując to napiszę, że dla mnie film to przede wszystkim fabuła a nie zdjęcia, muzyka czy dźwięk. Cóż z tego, że efekty czy muzyka są dobre jak fabuła jest do niczego. Przecież nie będę później odtwarzał filmów tylko po to bo muzyka jest fajna. Jeśli tak będzie to wolę sobie kupić CD z muzyką. Co do efektów i napędzania tym kina nie do końca się zgadzam. Szczerze mocno bym musiał myśleć ile filmów np od 2000 roku zapadło mi w pamieć ze względu na efekty które okazały się czymś spektakularnym. Wręcz więcej razy chyba się zawiodłem mega zapowiedziami czy trailerami a potem rozczarowanie bo te mega-super sceny trwały po 2-3 sekundy i wcale nie obroniły filmu. Osobiście już kompletnie mnie to "nie jara" i odhaczam pewne pozycje tylko dlatego, że to jakaś kontynuacja serii. Tak jak w latach 90-tych pojawiały się pozycje przełomowe jeśli chodzi o efekty tak teraz nie widzę pozycji ,które by mnie ruszały w tej kwestii. Pozycje Marvel'owe, Transformers czy Ready Player One. Wszystko to fajnie się ogląda ale czy za parę lat będziemy te filmy wspominać jako coś super efekciarskiego? Mam wątpliwości. Ogólnie wielokrotnie włączam wieczorem jakiś film i coraz częściej mam wrażenie, że albo pomysły na filmy się kończą albo ja z wiekiem coraz bardziej wybredny
Na pewno jednak ostatnią rzeczą jaką w filmie mi przeszkadza to kadrowanie czy rozmiar obrazu. Może pierwsze sekundy/minuty w Zimnej Wojnie zwróciły mi na to uwagę ale już po chwili o tym zapomniałem i w niczym mi to nie przeszkadzało. Rozumiem, że można mieć różne oczekiwania i upodobania ale takie rzeczy jak dla mnie na ogólny odbiór filmu nie powinny mieć wpływu. Bo tak jak na początku napisałem dla mnie film to jakaś historia i ona jest najważniejsza a nie to jak została pokazana. Pewnie dlatego kiedyś więcej filmów mi się podobało
