Na Kościelcu pierwszy raz miałem sytuację w stylu "Cholera, nie wiem czy wejdę".
Ostatecznie wlazłem i nawet żonę jakoś wciągnąłem, choć były chwile zwątpienia i już chciała zostać i czekać, ale gdy się okazało, że do szczytu zostało z 15 metrów, jakoś się zmobilizowała
Nie zapomnę jak szczyt się wyłaniał z chmur/mgły, gdy podchodziliśmy do Czarnego Stawu Gąsienicowego. Film z tej wycieczki oglądałem kilkadziesiąt razy, a jeszcze rok od niej nie minął.
Ostatecznie wlazłem i nawet żonę jakoś wciągnąłem, choć były chwile zwątpienia i już chciała zostać i czekać, ale gdy się okazało, że do szczytu zostało z 15 metrów, jakoś się zmobilizowała

Nie zapomnę jak szczyt się wyłaniał z chmur/mgły, gdy podchodziliśmy do Czarnego Stawu Gąsienicowego. Film z tej wycieczki oglądałem kilkadziesiąt razy, a jeszcze rok od niej nie minął.
