Jeśli chodzi o rekonstrukcję Vabank:
I jeszcze na temat jakości negatywów:
A i ciekawostka o skanerze:
Jeśli zastanawiacie się np dlaczego filmy Barei wyglądają bardzo dobrze to macie odpowiedź:
Wiem, że męki twórcze i techniczne Autora zupełnie nie obchodzą Czytelnika. Ale muszę choć pobieżnie zahaczyć ten temat, by wygłosić Pochwałę Tradycyjnej Maszyny. Była ona tym, czym granie na planie u Staszka Barei, w filmie rejestrowanym na taśmie Eastmancolor.
Taka taśma była za Peerelu tylko za dewizy, potwornie (dla nas) droga, a ponieważ Staszkowi bardzo zależało na urodzie jego filmów, wydębiał często od państwowego producenta taśmę Eastman. Alternatywą była enerdowska Orwo, bez porównania gorsza. Różnicę potrafił gołym okiem zauważyć nawet laik, a może nawet i daltonista. Gdy się udało wydębić Eastman (ciekawe, czy kapitaliści produkowali tę taśmę specjalnie dla Wschodu i stąd ten east w nazwie?), producent w odwecie za wydębienie (Bareja niech sobie nie myśli!) narzucał Staszkowi piekielny reżim oszczędnościowy, wyrażany magicznym określeniem „stosunek taśmy jeden do jeden”. W tłumaczeniu na język powszechnie zrozumiały, tyle taśmy można było zużyć na nakręcenie jednego ujęcia, ile z tego ujęcia potem wchodziło do filmu. Zaplanowano film na dwie godziny – reżyser miał taśmę, która starczała na dwie godziny zdjęć. W praktyce oczywiście ciut więcej, można było poza tym stosować różne sztuczki, umieszczać w scenopisie sceny, o których z góry było wiadomo, że nie będą kręcone, ale na planie z reguły jednak było tak, że padała komenda „łączyć”, aktorzy grali scenę, potem „cięcie!”, kamera zatrzymywała się i Staszek zwracał się do szwenkiera:
– Było widać, jak on przeszedł?
– Było widać – odpowiadał szwenkier, czyli ten jeden jedyny, który siedząc za kamerą i patrząc w wizjer, widział to, co widzi kamera. Dziś pewnie nie mieści się w głowie młodym filmowcom, że tak można było kręcić.
– A widziałeś, że jej spadła chusteczka?
– Widziałem.
– Kupione. Robimy następne.
Żadnych uwag typu: a może lepiej ten dialog, a może tu przegrane, tu niedograne, nie! Staszek wiedział, że dla całej akcji najważniejsze jest, żeby widz zobaczył przechodzącego i upadającą chusteczkę. Skoro miał pewność, że widz zobaczy, bo szwenkier zobaczył, musiało mu to wystarczyć. Cyzelowanie ujęcia nie wchodziło w grę. Przecież nie miał taśmy na duble. Stosunek jeden do jeden.
Jacek Fedorowicz - Ja, jako wykopalisko
I o serialach:
„Alternatywy 4” i „Zmienników” kręciłem wyłącznie na kamerach dźwiękowych 16 mm. Pracowaliśmy na taśmie Agfa-Gevaert. Kodak był dla nas nieosiągalny. Normalna relacja taśmy przydzielonej do długości filmu to 10:1. Nam przyznawano zaledwie 4:1. Duble ograniczaliśmy do minimum.
Maciej Replewicz - Stanisław Bareja. Król krzywego zwierciadła
Cytat:W „Vabanku” Juliusza Machulskiego operator założył na obiektyw zmiękczający filtr, by krył niedociągnięcia scenografii i braki w makijażu aktorów. Na ekranie dawało to efekt delikatnej poświaty, który dziś jest bardzo trudny do usunięcia w obróbce cyfrowej. – Moda się zmieniła i teraz chcemy na ekranie mieć obraz superostry – tłumaczy Kamil Rutkowski, szef obróbki cyfrowej w Chimney Pot. – I my tej mgły musimy obecnie się pozbyć. Trwa to bardzo, bardzo długo.
I jeszcze na temat jakości negatywów:
Cytat:Grzegorz Molewski mówi, że już na etapie poszukiwania właściwej taśmy filmowej decyduje się o ostatecznym sukcesie jakości filmu. Jedno jest pewne – spośród dwóch tysięcy polskich filmów fabularnych, znajdujących się w Filmotece Narodowej, nie ma ani jednej rolki, która nie byłaby uszkodzona. Jedne są porysowane, drugie spleśniałe, a jeszcze inne poplamione. W PRL bowiem filmy robiło się na lichej jakości kliszach, wszystko było reglamentowane. Większość kolorowych obrazów powstawało na kliszach ORWO z NRD, które, zamiast barw, przechowały ich sinobure wspomnienie.
A i ciekawostka o skanerze:
Cytat:– Kilka lat temu skaner do filmów kosztował 2 mln dol., więc postanowiliśmy zrobić go sami – opowiada Dariusz Jankowski ze studia TPS. O rekonstrukcjach wtedy nie myślał. Skaner był po to, żeby zaproponować usługi firmom reklamowym, wykorzystującym wciąż taśmę filmową do produkcji spotów.https://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/spoleczenstwo/1505852,1,nowe-zycie-starych-filmow.read
Jeśli zastanawiacie się np dlaczego filmy Barei wyglądają bardzo dobrze to macie odpowiedź:
Wiem, że męki twórcze i techniczne Autora zupełnie nie obchodzą Czytelnika. Ale muszę choć pobieżnie zahaczyć ten temat, by wygłosić Pochwałę Tradycyjnej Maszyny. Była ona tym, czym granie na planie u Staszka Barei, w filmie rejestrowanym na taśmie Eastmancolor.
Taka taśma była za Peerelu tylko za dewizy, potwornie (dla nas) droga, a ponieważ Staszkowi bardzo zależało na urodzie jego filmów, wydębiał często od państwowego producenta taśmę Eastman. Alternatywą była enerdowska Orwo, bez porównania gorsza. Różnicę potrafił gołym okiem zauważyć nawet laik, a może nawet i daltonista. Gdy się udało wydębić Eastman (ciekawe, czy kapitaliści produkowali tę taśmę specjalnie dla Wschodu i stąd ten east w nazwie?), producent w odwecie za wydębienie (Bareja niech sobie nie myśli!) narzucał Staszkowi piekielny reżim oszczędnościowy, wyrażany magicznym określeniem „stosunek taśmy jeden do jeden”. W tłumaczeniu na język powszechnie zrozumiały, tyle taśmy można było zużyć na nakręcenie jednego ujęcia, ile z tego ujęcia potem wchodziło do filmu. Zaplanowano film na dwie godziny – reżyser miał taśmę, która starczała na dwie godziny zdjęć. W praktyce oczywiście ciut więcej, można było poza tym stosować różne sztuczki, umieszczać w scenopisie sceny, o których z góry było wiadomo, że nie będą kręcone, ale na planie z reguły jednak było tak, że padała komenda „łączyć”, aktorzy grali scenę, potem „cięcie!”, kamera zatrzymywała się i Staszek zwracał się do szwenkiera:
– Było widać, jak on przeszedł?
– Było widać – odpowiadał szwenkier, czyli ten jeden jedyny, który siedząc za kamerą i patrząc w wizjer, widział to, co widzi kamera. Dziś pewnie nie mieści się w głowie młodym filmowcom, że tak można było kręcić.
– A widziałeś, że jej spadła chusteczka?
– Widziałem.
– Kupione. Robimy następne.
Żadnych uwag typu: a może lepiej ten dialog, a może tu przegrane, tu niedograne, nie! Staszek wiedział, że dla całej akcji najważniejsze jest, żeby widz zobaczył przechodzącego i upadającą chusteczkę. Skoro miał pewność, że widz zobaczy, bo szwenkier zobaczył, musiało mu to wystarczyć. Cyzelowanie ujęcia nie wchodziło w grę. Przecież nie miał taśmy na duble. Stosunek jeden do jeden.
Jacek Fedorowicz - Ja, jako wykopalisko
I o serialach:
„Alternatywy 4” i „Zmienników” kręciłem wyłącznie na kamerach dźwiękowych 16 mm. Pracowaliśmy na taśmie Agfa-Gevaert. Kodak był dla nas nieosiągalny. Normalna relacja taśmy przydzielonej do długości filmu to 10:1. Nam przyznawano zaledwie 4:1. Duble ograniczaliśmy do minimum.
Maciej Replewicz - Stanisław Bareja. Król krzywego zwierciadła
