Za horyzontem - zabawne, że wcześniej w ogóle nie wiedziałem o istnieniu tego filmu z Kidman i Cruise'em w rolach głównych. Chłopak z Irlandii ucieka do Ameryki w towarzystwie córki właścicieli ziemskich, by zdobyć własny kawałek ziemi. Dobra muzyka Williamsa, niezły początek, trochę humoru tu i tam sprawiają, że ogląda się nienajgorzej, ale całość fabularnie jest bardzo schematyczna i w sumie niewiele ciekawego ma do zaproponowania. Raczej na raz.
5/10
Marsjanie atakują - komediowe podejście Burtona do tematyki inwazji kosmitów ma doborową obsadę, kilka zabawnych momentów i... kompletny brak pomysłu na siebie. Spora częśc obsady jest w filmie nie wiadomo po co (Portman w roli córki prezydenta rozwala najbardziej - w finale interesuje ją tylko czy nowo poznany koleś ma dziewczynę, a że dopiero co straciła rodziców, kto by się przejmował takimi drobnostkami), wątek Brosnana i Parker też bez sensu.
Kilka razy się zaśmiałem, ale ogólnie bida z nędzą.
3/10
Mission: Impossible: Fallout Fallout - w ogóle nie pamiętam o czym była piątka (którą oglądałem 4 miesiące temu), więc było się nieco trudno połapać chwilami o czym mówią i czy jakąś postać powinienem znać, ale jakoś do połowy oglądało się nieźle, potem od tych wszystkich zwrotów akcji zacząłem przysypiać, ale obudziła mnie ładnie sfilmowana i efektowna akcja z helikopterami (o klasę lepsza niż wszystko inne w tym filmie) i finał rodem z "Cliffhangera", Cavill był tu swego rodzaju powiewem świeżości, ekipę Tomusia i jego samego jak zwykle miałem gdzieś.
6/10 - Po dennej czwórce, na każdej kolejnej części męczę się trochę mniej
Wychodzi, że za sprawą Netflixa średnia ocen oglądanych filmów mi się wyraźnie obniża...
5/10
Marsjanie atakują - komediowe podejście Burtona do tematyki inwazji kosmitów ma doborową obsadę, kilka zabawnych momentów i... kompletny brak pomysłu na siebie. Spora częśc obsady jest w filmie nie wiadomo po co (Portman w roli córki prezydenta rozwala najbardziej - w finale interesuje ją tylko czy nowo poznany koleś ma dziewczynę, a że dopiero co straciła rodziców, kto by się przejmował takimi drobnostkami), wątek Brosnana i Parker też bez sensu.
Kilka razy się zaśmiałem, ale ogólnie bida z nędzą.
3/10
Mission: Impossible: Fallout Fallout - w ogóle nie pamiętam o czym była piątka (którą oglądałem 4 miesiące temu), więc było się nieco trudno połapać chwilami o czym mówią i czy jakąś postać powinienem znać, ale jakoś do połowy oglądało się nieźle, potem od tych wszystkich zwrotów akcji zacząłem przysypiać, ale obudziła mnie ładnie sfilmowana i efektowna akcja z helikopterami (o klasę lepsza niż wszystko inne w tym filmie) i finał rodem z "Cliffhangera", Cavill był tu swego rodzaju powiewem świeżości, ekipę Tomusia i jego samego jak zwykle miałem gdzieś.
6/10 - Po dennej czwórce, na każdej kolejnej części męczę się trochę mniej

Wychodzi, że za sprawą Netflixa średnia ocen oglądanych filmów mi się wyraźnie obniża...
