A mnie w ogóle nie przekonał D. Craig w roli Bonda, w związku z tym większość Bondów z nim mnie nie zainteresowało poza,tym Skyfall, Casino Royale dzięki tej całej akcji z graniem w karty okazał się dla mnie najnudniejszy. Bond zawsze kojarzył się z akcją, a nie popierdywaniem w stołek.
A z aktorów grających Bonda dla mnie najlepsi są Connerry i Moore. Byli uosobieniem szyku, elegancji, dobrych manier, stwarzali wokół postaci Bonda taki klimat, a Craig dla mnie jest drętwy w roli Bonda.
A poza tym, czym nowszy Bond, tym więcej efektów specjalnych, które po prostu nużą i przytłaczają, fajniej się ogląda te stare Bondy, w których ta cała otoczka wokół efektów trąci myszką, z ciekawości jak oni to wtedy zrealizowali.
Myślę, że większość ludzi na tym forum wychowała się na tych starych Bondach i bardziej są przyzwyczajeni do tych starszych filmów niż do nowości, w których następuje takie komiczne przesycenie bzdur związanych z fabułą, efektami specjalnymi, co tworzy taka papkę trudną do przełknięcia.
Najlepsze Bondy z Connerym: Dr. No, Żyje się tylko dwa razy, Operacja Piorun.
Najlepsze Bondy z Moorem: Szpieg, który mnie kochał, Moonraker, Ośmiorniczka, Zabójczy Widok
Po tych dwóch aktorach dobry był jeszcze Brosnan, w sumie to najbardziej podobały mi się GoldenEye, Świat to za mało.
Nawet przekonująco wypadł w roli Bonda G.Lazenby w "W tajnej służbie jej królewskiej mości", glownie ze względu na podobny styl do w/w aktorów. I ten film był tez dobry fabularnie, ciekawy pomysł obsadzenia w roli antagonisty Telly Savallasa, znanego z roli Kojaka.
A z aktorów grających Bonda dla mnie najlepsi są Connerry i Moore. Byli uosobieniem szyku, elegancji, dobrych manier, stwarzali wokół postaci Bonda taki klimat, a Craig dla mnie jest drętwy w roli Bonda.
A poza tym, czym nowszy Bond, tym więcej efektów specjalnych, które po prostu nużą i przytłaczają, fajniej się ogląda te stare Bondy, w których ta cała otoczka wokół efektów trąci myszką, z ciekawości jak oni to wtedy zrealizowali.
Myślę, że większość ludzi na tym forum wychowała się na tych starych Bondach i bardziej są przyzwyczajeni do tych starszych filmów niż do nowości, w których następuje takie komiczne przesycenie bzdur związanych z fabułą, efektami specjalnymi, co tworzy taka papkę trudną do przełknięcia.
Najlepsze Bondy z Connerym: Dr. No, Żyje się tylko dwa razy, Operacja Piorun.
Najlepsze Bondy z Moorem: Szpieg, który mnie kochał, Moonraker, Ośmiorniczka, Zabójczy Widok
Po tych dwóch aktorach dobry był jeszcze Brosnan, w sumie to najbardziej podobały mi się GoldenEye, Świat to za mało.
Nawet przekonująco wypadł w roli Bonda G.Lazenby w "W tajnej służbie jej królewskiej mości", glownie ze względu na podobny styl do w/w aktorów. I ten film był tez dobry fabularnie, ciekawy pomysł obsadzenia w roli antagonisty Telly Savallasa, znanego z roli Kojaka.
