16-02-2021, 01:54
Kill Bill vol 1. (hbo go). Udany powrót, chociaż dla mnie zawsze będzie problemem to, że Tarantino zrobił genialne Pulp Fiction. Tutaj zagrały najważniejsze elementy quentinowego kina czyli dialogi, muzyka, styl, hołd dla innych twórców, a i tak zawsze z tyłu głowy jest to, że w Pulpie było genialnie na każdej płaszczyźnie. Zatem "tylko" 7/10
Kill Bill vol. 2 (tamże). Względem jedynki więcej jest tutaj niestety dłużyzn, ale rozdział z Madsenem oraz pojedynek naszej bohaterki z Hannah, pierwsza klasa 6/10
Kiedy gasną światła (netflix). Przeciętne, amerykańskie horrorzysko z solidnym budżetem, bez pretensji do bycia kinem ambitnym, dla Grażyn na babski, październikowy, pidżamo-partowy wieczór. 4/10
Król Artur. Legenda miecza (netflix). Za bardzo zrobiony pod efekty 3d, za krótki, za bardzo teledyskowy (powiedziałbym nawet guy'owo ritchie'owy). Tam gdzie powinien zwalniać przyspiesza, tam gdzie powinien mieć więcej rytmu niepotrzebnie zwalnia próbując podkreślić efekt 3d. Miał potencjał. 5/10
Skandal. Ewenement Molesty (dokument na netflixie). Poprawny, przypominający początki nurtu w naszym kraju i mimo, że nigdy nie załapałem bakcyla hiphopowego, to w tamtym czasie słuchało się Kalibra, Wzgórza czy Molesty. Fajnie pokazujący chałupnicze początki gatunku, nieprzygotowanie wytwórni, ale i tak najfajniejszy był motyw z grindecore'owymi korzeniami Włodiego. Fascynacja Scum? Napalm Death? Musiałem aż przewinąć. 6,5/10
Quantum of Solace (hbo go). Ma to rytm i dobrze się ogląda. Całkiem fajnie zbudowana aktorska więź Dench z Craigiem. "Solidni" aktorzy w tle: Amalric, epizod Harboura. Trochę więcej Bonda w Bondzie: akcja z samolotem. 6/10
Rodzina Addamsów (dvd, napisy - ktoś będzie miał ból tyłka). Kontynuując spotkania z filmami z 1991. Tak kiedyś wyglądało kino familijne! Widać swobodę twórców takich filmów jak ten, burtonowskie: Batman czy Sok z Żuka, czy nieco późniejszy, wspomniany niedawno Drakula Coppoli. Widać, że te filmy nie są jeszcze robione na korporacyjnych spotkaniach, na burzach mózgów (z cyklu co się spodoba widzowi) producentów, tylko są wizją reżyserów, którzy mają sporo swobody. Może Rodzina nie jest filmem wybitnym, ale tworem na pewno więcej niż sympatycznym, który ogląda się bez bólu. 6/10
W 1991 roku okazała się też Szalona wyprawa Billa i Teda. Jakiś czas temu (około czterech lat temu) wróciłem i trochę musiałem zasłaniać oczy, bo było to mniej niż średnie po latach. Pomyślałem jednak, że może wrócę do Wspaniałej Przygody Billa i Teda z roku 1989, bo uśmiechała się do mnie z półki (dvd od visiona/napisy). Pierwsze pół godziny wydawało się irytujące, ale później bawiłem się prawie tak dobrze jak podczas pierwszego seansu w 1993! (ferie zimowe, seans w publicznej bodajże) roku. Może aktorstwo Reevesa i Wintera jest żadne, ale to połączenie klimatu filmów Johna Hughesa z Powrotem do Przeszłości jest rozczulająco ujmujące. Dobry jest też motyw z tym, że historyczne postacie mówią w swoich językach. Zabawne, pokrzepiające. Dałbym siódemkę, ale trzeba dodać punkt za sentyment. 8/10
Kill Bill vol. 2 (tamże). Względem jedynki więcej jest tutaj niestety dłużyzn, ale rozdział z Madsenem oraz pojedynek naszej bohaterki z Hannah, pierwsza klasa 6/10
Kiedy gasną światła (netflix). Przeciętne, amerykańskie horrorzysko z solidnym budżetem, bez pretensji do bycia kinem ambitnym, dla Grażyn na babski, październikowy, pidżamo-partowy wieczór. 4/10
Król Artur. Legenda miecza (netflix). Za bardzo zrobiony pod efekty 3d, za krótki, za bardzo teledyskowy (powiedziałbym nawet guy'owo ritchie'owy). Tam gdzie powinien zwalniać przyspiesza, tam gdzie powinien mieć więcej rytmu niepotrzebnie zwalnia próbując podkreślić efekt 3d. Miał potencjał. 5/10
Skandal. Ewenement Molesty (dokument na netflixie). Poprawny, przypominający początki nurtu w naszym kraju i mimo, że nigdy nie załapałem bakcyla hiphopowego, to w tamtym czasie słuchało się Kalibra, Wzgórza czy Molesty. Fajnie pokazujący chałupnicze początki gatunku, nieprzygotowanie wytwórni, ale i tak najfajniejszy był motyw z grindecore'owymi korzeniami Włodiego. Fascynacja Scum? Napalm Death? Musiałem aż przewinąć. 6,5/10
Quantum of Solace (hbo go). Ma to rytm i dobrze się ogląda. Całkiem fajnie zbudowana aktorska więź Dench z Craigiem. "Solidni" aktorzy w tle: Amalric, epizod Harboura. Trochę więcej Bonda w Bondzie: akcja z samolotem. 6/10
Rodzina Addamsów (dvd, napisy - ktoś będzie miał ból tyłka). Kontynuując spotkania z filmami z 1991. Tak kiedyś wyglądało kino familijne! Widać swobodę twórców takich filmów jak ten, burtonowskie: Batman czy Sok z Żuka, czy nieco późniejszy, wspomniany niedawno Drakula Coppoli. Widać, że te filmy nie są jeszcze robione na korporacyjnych spotkaniach, na burzach mózgów (z cyklu co się spodoba widzowi) producentów, tylko są wizją reżyserów, którzy mają sporo swobody. Może Rodzina nie jest filmem wybitnym, ale tworem na pewno więcej niż sympatycznym, który ogląda się bez bólu. 6/10
W 1991 roku okazała się też Szalona wyprawa Billa i Teda. Jakiś czas temu (około czterech lat temu) wróciłem i trochę musiałem zasłaniać oczy, bo było to mniej niż średnie po latach. Pomyślałem jednak, że może wrócę do Wspaniałej Przygody Billa i Teda z roku 1989, bo uśmiechała się do mnie z półki (dvd od visiona/napisy). Pierwsze pół godziny wydawało się irytujące, ale później bawiłem się prawie tak dobrze jak podczas pierwszego seansu w 1993! (ferie zimowe, seans w publicznej bodajże) roku. Może aktorstwo Reevesa i Wintera jest żadne, ale to połączenie klimatu filmów Johna Hughesa z Powrotem do Przeszłości jest rozczulająco ujmujące. Dobry jest też motyw z tym, że historyczne postacie mówią w swoich językach. Zabawne, pokrzepiające. Dałbym siódemkę, ale trzeba dodać punkt za sentyment. 8/10
