Więcej czytałem jako dzieciak niż teraz, w III klasie podstawówki miałem w dzienniczku lektur wpisanych "Czterech pancernych", "Krzyżaków", "W pustyni w pusczy", "Winnetou", "Dzieci kapitana Granta", "Trzech muszkieterów", "Czarnoksiężnika z Lemurii", Guliwera, Tomka Wilmowskiego itd. w tych czasach czytałem też książki Pertka o II wojnie światowej na morzu (z czego później pisałem magisterkę) Później Władca pierścieni, Kir Bułyczow, a w liceum Sapkowski - po Sapkowskim odechciało mi się czytać powieści, bo nic mu nie dorównywało
a na studiach i tak miałem tyle do czytania, że już mi się więcej z własnej inicjatywy czytać nie chciało, okazjonalnie coś tam tylko wpadło (jak "Imię róży").
Od tamtej pory bardzo rzadko zdarza mi się sięgać po jakiekolwiek powieści. Jak już to głównie biografie - choćby Kukuczki, Czapkinsa, czy Bruce'a Lee, książki o muzykach rockowych (Dżem, Metallika, Guns N Roses), no i inne książki o chodzeniu po wysokich górach (np "Wszystko za K2").
a na studiach i tak miałem tyle do czytania, że już mi się więcej z własnej inicjatywy czytać nie chciało, okazjonalnie coś tam tylko wpadło (jak "Imię róży").Od tamtej pory bardzo rzadko zdarza mi się sięgać po jakiekolwiek powieści. Jak już to głównie biografie - choćby Kukuczki, Czapkinsa, czy Bruce'a Lee, książki o muzykach rockowych (Dżem, Metallika, Guns N Roses), no i inne książki o chodzeniu po wysokich górach (np "Wszystko za K2").
