Jeździec bez Głowy (netflix), bo okazało się, że Żona nie widziała. Faza schyłkowa Deppa i poprawny Burton. Świetnie wykreowany świat, świetne zagrane małe role (miasteczkowe vipy), wciągająca historia, ale jednak minimalnie bardziej lubię Nieustraszonych Braci... 6/10
Liga Sprawiedliwości Zacka Snydera (hbo go). Na pewno atutem filmu jest sama historia, ale... wszyscy są jakoś dziwnie spięci, nawet Aquaman zgubił poczucie humoru. Sporo cameo z czołówki aktorskiego Hollywood (ale raczej jest to bycie dla bycia), sporo też mielizn wśród głównych postaci. Affleck nigdy nie ukrywał, że jest aktorem przeciętnym, a tu jako Batman wypada bardzo słabiutko. Nie jestem fanem Bale'a, ale widać różnicę klas. Gal Galdot strasznie wysuszona się zrobiła i nie jest już tą piękną Wonder Woman z filmu o sobie. Również Cavill nie miał szczęścia, bo sceny z Supermanem ocierają się o parodię (chociażby motylek). Gdy dołożymy sobie do tego masakrycznie słabe efekty specjalne otrzymamy takie 5,5/10 i to jak wspomniałem wcześniej głównie dzięki ciekawemu scenariuszowi..
Siedmiu Wspaniałych (2016) (chyba hbo go) Tej historii nie da się zepsuć, można co najwyżej zrobić z niej film wybitny (Kurosawa), można też stworzyć solidny western rozrywkowy jak w tym przypadku. Czasami może wszystko zrobione jest tutaj na skróty (zwłaszcza formowanie się zespołu), ale finalnie dzięki dobrze rozpisanym rolom dostajemy takie 6/10
Dwa razy Tom McCarthy, o którym pisałem w wątku kolekcjonerskim (dvd).
Oskarowy Spotlight. Aktorstwo? Świetne. Wyróżniłbym d'Arcyego Jamesa, Ruffalo, Keatona. Nie można było tego zagrać lepiej. Natomiast show kradnie Stanley Tucci w roli prawniczej persony non graty. Może i nieco podoskarowe kino, ale na tyle wciągające i poruszające, że dam mocne 8,5. Mam wrażenie, że pomogło doświadczenie Toma z kinem studyjnym, które wygumkowuje potrzebę nadmiernego patosu. Unikamy jednocześnie nudy narracyjnej, która dotknęła Tajemnicę Filomeny.
Wszyscy Wygrywają gra w jednej lidze z Małą Miss (jest jednak bardziej poważne) czy Bezdrożami. Znowu genialny Giamatti! Tom umiejętnie wplatający do swojego kina van-santowe wzorce (obserwacja młodych ludzi idąca w parze z unikaniem moralizatorstwa plus prawdziwość przedstawienia tychże młodych z wszystkim "wadami" okresu dojrzewania). Tu nie ma miejsca na (reklamowe) kreowanie, tu jest prawdziwość postaw i zachowań. Zresztą to co robi na ekranie naturszczyk Alex Schaffer... Mistrzostwo. Gdy dodamy do tego piękną i dojrzałą Amy Ryan plus piękno rodzinnych małych szczęść (tutaj kanapowe oglądanie tv czy wizyta w supermarkecie urastają do rangi sztuki) otrzymujemy film wybitny. 9/10
Rytuał (chyba hbo). Mam wrażenie, że Hopkins od Milczenia Owiec gra jedną rolę. Tutaj zresztą jest Hannibalem pełną gębą. Te jego złowieszcze miny w zestawieniu z hollywoodzkim (warnerowym) horrorem (raczej nie b klasowym - może niestety?) niezbyt wysokich lotów stanowią mieszankę irytującą na tyle, że więcej niż 3,5/10 nie dam.
To My (netflix). Nie byłem nigdy fanem kultowego już Uciekaj. Po tym filmie również nie zostanę szalikowcem Jordana Peele'a, na pewno jednak sprawdzę co u reżysera gdy tylko się do nas "odezwie", bo koleś i jego dzieła są JAKIEŚ. W Us położona jest niestety końcówka, która co ciekawe, stanowiła główną siłę Uciekaj. Solidny thriller. 6/10
Rok 1991? Robin Hood: Książę Złodziei (dvd). Nad tym filmem ciąży klątwa serialowego Robina z Sherwood (zresztą chyba nad każdy filmem o przygodach zakapturzonego łucznika). Co z tego, że Rickman jest znakomity, gdy Nickolas Grace rozpier...la system. Co z tego, że Costner nieźle sobie radzi, gdy Praed ma w sobie coś pięknie ulotnego i pasuje lepiej. Chyba tylko Wincott (z głosem i zbliżeniami na twarz) jest równie genialny co sherwoodowy Guy z Gisburne. I tylko nie chce się wierzyć, że to 30 lat gdy łzawy przebój Adamsa zdominował listę Trójki. 6/10
Liga Sprawiedliwości Zacka Snydera (hbo go). Na pewno atutem filmu jest sama historia, ale... wszyscy są jakoś dziwnie spięci, nawet Aquaman zgubił poczucie humoru. Sporo cameo z czołówki aktorskiego Hollywood (ale raczej jest to bycie dla bycia), sporo też mielizn wśród głównych postaci. Affleck nigdy nie ukrywał, że jest aktorem przeciętnym, a tu jako Batman wypada bardzo słabiutko. Nie jestem fanem Bale'a, ale widać różnicę klas. Gal Galdot strasznie wysuszona się zrobiła i nie jest już tą piękną Wonder Woman z filmu o sobie. Również Cavill nie miał szczęścia, bo sceny z Supermanem ocierają się o parodię (chociażby motylek). Gdy dołożymy sobie do tego masakrycznie słabe efekty specjalne otrzymamy takie 5,5/10 i to jak wspomniałem wcześniej głównie dzięki ciekawemu scenariuszowi..
Siedmiu Wspaniałych (2016) (chyba hbo go) Tej historii nie da się zepsuć, można co najwyżej zrobić z niej film wybitny (Kurosawa), można też stworzyć solidny western rozrywkowy jak w tym przypadku. Czasami może wszystko zrobione jest tutaj na skróty (zwłaszcza formowanie się zespołu), ale finalnie dzięki dobrze rozpisanym rolom dostajemy takie 6/10
Dwa razy Tom McCarthy, o którym pisałem w wątku kolekcjonerskim (dvd).
Oskarowy Spotlight. Aktorstwo? Świetne. Wyróżniłbym d'Arcyego Jamesa, Ruffalo, Keatona. Nie można było tego zagrać lepiej. Natomiast show kradnie Stanley Tucci w roli prawniczej persony non graty. Może i nieco podoskarowe kino, ale na tyle wciągające i poruszające, że dam mocne 8,5. Mam wrażenie, że pomogło doświadczenie Toma z kinem studyjnym, które wygumkowuje potrzebę nadmiernego patosu. Unikamy jednocześnie nudy narracyjnej, która dotknęła Tajemnicę Filomeny.
Wszyscy Wygrywają gra w jednej lidze z Małą Miss (jest jednak bardziej poważne) czy Bezdrożami. Znowu genialny Giamatti! Tom umiejętnie wplatający do swojego kina van-santowe wzorce (obserwacja młodych ludzi idąca w parze z unikaniem moralizatorstwa plus prawdziwość przedstawienia tychże młodych z wszystkim "wadami" okresu dojrzewania). Tu nie ma miejsca na (reklamowe) kreowanie, tu jest prawdziwość postaw i zachowań. Zresztą to co robi na ekranie naturszczyk Alex Schaffer... Mistrzostwo. Gdy dodamy do tego piękną i dojrzałą Amy Ryan plus piękno rodzinnych małych szczęść (tutaj kanapowe oglądanie tv czy wizyta w supermarkecie urastają do rangi sztuki) otrzymujemy film wybitny. 9/10
Rytuał (chyba hbo). Mam wrażenie, że Hopkins od Milczenia Owiec gra jedną rolę. Tutaj zresztą jest Hannibalem pełną gębą. Te jego złowieszcze miny w zestawieniu z hollywoodzkim (warnerowym) horrorem (raczej nie b klasowym - może niestety?) niezbyt wysokich lotów stanowią mieszankę irytującą na tyle, że więcej niż 3,5/10 nie dam.
To My (netflix). Nie byłem nigdy fanem kultowego już Uciekaj. Po tym filmie również nie zostanę szalikowcem Jordana Peele'a, na pewno jednak sprawdzę co u reżysera gdy tylko się do nas "odezwie", bo koleś i jego dzieła są JAKIEŚ. W Us położona jest niestety końcówka, która co ciekawe, stanowiła główną siłę Uciekaj. Solidny thriller. 6/10
Rok 1991? Robin Hood: Książę Złodziei (dvd). Nad tym filmem ciąży klątwa serialowego Robina z Sherwood (zresztą chyba nad każdy filmem o przygodach zakapturzonego łucznika). Co z tego, że Rickman jest znakomity, gdy Nickolas Grace rozpier...la system. Co z tego, że Costner nieźle sobie radzi, gdy Praed ma w sobie coś pięknie ulotnego i pasuje lepiej. Chyba tylko Wincott (z głosem i zbliżeniami na twarz) jest równie genialny co sherwoodowy Guy z Gisburne. I tylko nie chce się wierzyć, że to 30 lat gdy łzawy przebój Adamsa zdominował listę Trójki. 6/10
