Widzę, że pojawiła się pewną polaryzacja w komentach, od ocen 8-9/10 po crap, nieporozumienie. W mojej prywatnej opinii jest...średnio. W końcu mogę sam ocenić NTTD i z jednej strony jest lepiej, niż w poprzednich dwóch odsłonach, z drugiej- mogło by być lepiej. Przede wszystkim zmęczył mnie metraż, mógłby być z 20 minut krótszy. Miałem wrażenie oglądania dwóch filmów na raz ale to wina spuścizny Spectre, po którym należało pociągnąć wątki i zamknąć niedopowiedziane. Wydaje mi się, że w sensie ogólnym, mogła by to być lepsza alternatywa dla trzeciego filmu Craiga i gdyby dalo się usunąć elementy wynikające z filmów Mendesa- byłoby to lepsze Skyfall i kontynuacja dwóch pierwszych części. Przede wszystkim NTTD cierpi przez zbytni melodramatyzm, który wynika bezpośrednio z uczłowieczania Bonda, będącego w Casino i Quantum inną postacią (imo ciekawszą, niż po psychologicznej wiwisekcji Mendesa). Kwintesencją tego podejścia było zakończenie, zupełnie nie-bondowskie, które zmieniłbym w trymiga, obliczone na tanie wzruszenie. Lepiej działałoby, gdyby Bond nie zginął, a wydostał się z wyspy i z oddali pożegnał rodzinę, z którą nigdy nie miałby już mieć styczności. Odszedłby w cień już na zawsze. Notoryczne zabijanie postaci, których odtwórca żegna się z rolą wywołało u mnie efekt odwrotny od zamierzonego (M. w Skyfall, teraz Leitner, Bond...) W scenariuszu, mimo poprawek pojawiło się z kolei sporo dziur, które pomimo niemal trzech godzin, nie udało się załatać, ani wyjaśnić. Przede wszystkim motywacja ruskiego biochemika i samego Safina, co oni chcieli osiągnąć, według jakiego klucza DNA opracowali broń? Bond i M. dywagują na ten temat ale to tyle ile się dowiadujemy. Sama broń zostaje opisana jak wirus (np. opryszczki), po czym Q wyjaśnia, że chodzi o nanoboty, czyli programowalne urządzenia, więc można by je zhakować lub wyłączyć. Bloefeld zorganizował urodziny niby z wykorzystaniem bionicznego oka, ale w wiezieniu nie miał transmitera, drugiego takiego, więc kto mu pomógł, Madleine..? A mimo to, nie zmienia to faktu, że ogląda się nowego Bonda lepiej, niż ostatnio. Prolog przywodzi na myśl końcówkę Casino, przypomnienie o Vesper siadło super. Epizod Any de Armas, pościg w Norwegii... Film Fukunagi stoi w rozkroku, podobnie jak ostatni epizod Star Wars, jednak zostawia po sobie lepsze wrażenie- to, co miało zostać naprawione nie zostało zepsute jeszcze bardziej. 6/10 (W przyszłości być może wyżej ale ze względu na długość, powtórka nie nastąpi szybko).
|
James Bond - seria
|
| Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości |
