Juby napisał(a):A sam film - wrażenie takie same jak w kinie. Kiedyś rzuciłem na forum porównanie, że NTtD jest bardzo podobny do ostatniego Batmana i wczoraj to wrażenie jeszcze wzrosło. Oba opowiadają o kultowym bohaterze, oba mają świetne zdjęcia i muzykę, oba zaczynają się wspaniale, aby z czasem coraz bardziej niedomagać scenariuszowo i okazać się zbyt długimi filmami. Nawet problem z niezniszczalnością głównego bohatera jest podobny, jak nie większy (Bond przeżywa - dwukrotnie! - wybuch prosto w twarz bez żadnej zbroi i zasłaniania się, a w kilku scenach nawet nie robi uników, ale zbiry i tak go nie trafiają). Jednak koniec końców to Bond ma o wiele większe problemy scenariuszowe i w finale zwyczajnie mi się dłuży utykając na blisko 40 minut w jednej lokacji, więc na pewno nie będę do niego wracał tak chętnie jak do Batmana M. Reevesa. A w przypadku serii Craiga moja opinia nie uległa zmianie: CR > Skyfall > QoS > NTtD >> Spectre. W sumie ostatniego Craiga oceniłbym podobnie do Dr. No, bo i wrażenie pozostawia podobne - też ma znakomitą pierwszą godzinę, by w finale zwyczajnie już mnie nużyć.
Powtarzałem niedawno wszystkie Craig-Bondy z córką, która oglądała je po raz pierwszy. Moja opinia aktualnie: CR>NTtD>QoS>>>>Spectre=Skyfall, a córce najmniej podeszło QoS, a reszta kolejności tak samo.
Na NTtD, które oceniam na 9/10 nie nudzę się wcale, problemy ze scenariuszem ma (takie trochę Nolan-style), ale zbyt dobrze się bawię, by sobie nimi zawracać głowę (czego niestety nie mogę powiedzieć o filmach Mendesa czy takim Batmanie Reevesa). Na duży plus emocje w prologu jakich jeszcze w żadnym Bondzie nie doświadczyłem, największy minus - niepotrzebna i niczego nie wnosząca postać kobiecej 007..
