Miałem DVD z parszywym obrazem i w 2010 roku, zaraz po przesiadce na Blu-ray, sprawiłem sobie Braveheart z Włoch jako drugi Blu-ray w kolekcji.
No i tego się trzymam.
Jeden zgrzyt - wersja lektorska z blu-ray (ta sama co i na DVD) choć czyta Szydłowski, który w takich filmach sprawdza się dobrze, to niestety tłumaczem jest Mikina, znany partacz, toteż słyszymy czasem niezłe brednie ("William Wallace ma już 50 ludzi! Nie, stu!"), a spora część fajnych tekstów została koncertowo położona (szczególnie sarkastyczne teksty króla, Mikina nie ma za grosz wyczucia i tłumaczy je tak, że gubią zarówno charakter jak i znaczenie). Sprawdziłem dla porównania napisy i te zawierają na szczęście tłumaczenie zdecydowanie lepsze, miałem wrażenie że zbliżone do wersji w jakiej ten film swego czasu poznałem (bodaj na Polsacie).
No i tego się trzymam.
Jeden zgrzyt - wersja lektorska z blu-ray (ta sama co i na DVD) choć czyta Szydłowski, który w takich filmach sprawdza się dobrze, to niestety tłumaczem jest Mikina, znany partacz, toteż słyszymy czasem niezłe brednie ("William Wallace ma już 50 ludzi! Nie, stu!"), a spora część fajnych tekstów została koncertowo położona (szczególnie sarkastyczne teksty króla, Mikina nie ma za grosz wyczucia i tłumaczy je tak, że gubią zarówno charakter jak i znaczenie). Sprawdziłem dla porównania napisy i te zawierają na szczęście tłumaczenie zdecydowanie lepsze, miałem wrażenie że zbliżone do wersji w jakiej ten film swego czasu poznałem (bodaj na Polsacie).
