Proponowałbym wydzielić dyskusję od posta #268 do osobnego wątku.
---
W przypadku Batmana na samą myśl o kompletnie chybionym trzecim akcie przechodzi mi najmniejsza chęć na powtórkę (finał był dla mnie porównywalny poziomem do finału Spectre), a fakt, że trzeba przemęczyć trzy godziny, żeby dotrzeć do czegoś takiego też nie poprawia sytuacji...
To trochę tak jak z Predatorem Blacka czy Edge of Tomorrow - są niby jakieś plusy, ale jak mi się przypomni jakie były minusy to się z miejsca odechciewa. Nawet do recenzji bym tego nie wziął, bo wypadałoby go wtedy drugi raz obejrzeć...
Nie jest to może taka sytuacja jak z Terminatorem, tutaj nie nasrali na wcześniejsze filmy, bo stworzyli nową wersję, ale ta nowa wersja póki co nie ma argumentów, które by mnie do niej przekonały. Reeves robi sobie swoje filmy bardziej dbając o to, by przypominały jego ulubione klasyki niż, żeby miały jakiś sens czy odpowiednie tempo. Po ostatnich małpach gośc był już u mnie na liście reżyserów, do których trzeba podchodzić bez większych oczekiwań, teraz jest na liście tych, których wolę omijać szerokim łukiem, a fakt, że ma robić kolejnego Batmana jest dość dołujący...
Nie miałem tu zresztą poczucia (jak kilkanaście lat temu na begins), że zaczęto nową wersję, która jest równie dobra jak moje poprzednie ulubione filmy z tym bohaterem, ale i na tyle od nich odmienna, że chętnie będę sięgał po jedno i drugie. W tym przypadku mam po prostu wrażenie, że robią od nowa to samo, w podobny sposób w jaki robił to Nolan - w efekcie mam poczucie, że obejrzałem coś absolutnie zbędnego i prawdę mówiąc to zdecydowanie wolałbym zobaczyć ten planowany wcześniej film z Affleckiem. Swoją drogą - BvS który w kinie mnie nie do końca przekonał, i tak zrobił o wiele lepsze wrażenie, a kolejne seanse powtórkowe tylko poprawiły sytuację. No ale tam, na te seanse miałem chęć od początku.
Problemem nowego Batmana jest to, że nie ma tu ani jednej postaci, której los by mnie obchodził, a to jest zawsze poważny problem (z tego samego powodu nigdy nie przekonałem się do serii Mission: Impossible czy do Bourne'a).
---
Juby napisał(a):Jako że jesteś wieloletnim fanem postaci, życzę ci, abyś za kilka lat miał możliwość powtórzyć i bardziej docenić ten film.Będzie ciężko. Do ostatnich dwóch terminatorów nigdy nie wróciłem, a też niby byłem fanem od lat.
W przypadku Batmana na samą myśl o kompletnie chybionym trzecim akcie przechodzi mi najmniejsza chęć na powtórkę (finał był dla mnie porównywalny poziomem do finału Spectre), a fakt, że trzeba przemęczyć trzy godziny, żeby dotrzeć do czegoś takiego też nie poprawia sytuacji...
To trochę tak jak z Predatorem Blacka czy Edge of Tomorrow - są niby jakieś plusy, ale jak mi się przypomni jakie były minusy to się z miejsca odechciewa. Nawet do recenzji bym tego nie wziął, bo wypadałoby go wtedy drugi raz obejrzeć... Nie jest to może taka sytuacja jak z Terminatorem, tutaj nie nasrali na wcześniejsze filmy, bo stworzyli nową wersję, ale ta nowa wersja póki co nie ma argumentów, które by mnie do niej przekonały. Reeves robi sobie swoje filmy bardziej dbając o to, by przypominały jego ulubione klasyki niż, żeby miały jakiś sens czy odpowiednie tempo. Po ostatnich małpach gośc był już u mnie na liście reżyserów, do których trzeba podchodzić bez większych oczekiwań, teraz jest na liście tych, których wolę omijać szerokim łukiem, a fakt, że ma robić kolejnego Batmana jest dość dołujący...
Nie miałem tu zresztą poczucia (jak kilkanaście lat temu na begins), że zaczęto nową wersję, która jest równie dobra jak moje poprzednie ulubione filmy z tym bohaterem, ale i na tyle od nich odmienna, że chętnie będę sięgał po jedno i drugie. W tym przypadku mam po prostu wrażenie, że robią od nowa to samo, w podobny sposób w jaki robił to Nolan - w efekcie mam poczucie, że obejrzałem coś absolutnie zbędnego i prawdę mówiąc to zdecydowanie wolałbym zobaczyć ten planowany wcześniej film z Affleckiem. Swoją drogą - BvS który w kinie mnie nie do końca przekonał, i tak zrobił o wiele lepsze wrażenie, a kolejne seanse powtórkowe tylko poprawiły sytuację. No ale tam, na te seanse miałem chęć od początku.
Problemem nowego Batmana jest to, że nie ma tu ani jednej postaci, której los by mnie obchodził, a to jest zawsze poważny problem (z tego samego powodu nigdy nie przekonałem się do serii Mission: Impossible czy do Bourne'a).
