23-05-2026, 20:02
It: Chapter One - UHD - generalnie, to ja nie przepadam za horrorami. To trafiło do archiwum trochę przypadkiem. Potrzebowałem dobrać jakiś tytuł aby załapać się na promocję, a ten akurat miał dobre recenzje, no i była wersja PL na UHD, więc w razie czego bez problemu sprzedałby się na OLX
. No ale skoro już jest na półce, to można zobaczyć. Żeby było klimatycznie to seans rozpocząłem kilkanaście minut przed północą. Po kilkunastu minutach już wiedziałem, że obejrzę do końca. Krótko - świetne kino. Już od początku film sprawia wrażenie, jakby był nakręcony w późnych latach osiemdziesiątych, złotej erze VHS, kina nowej przygody i generalnie fajnych filmów, które oglądane na "video" kształtowały (a przynajmniej rozbudziły) późniejszy gust filmowy wielu z nas. Mamy wiec niewielkie miasteczko w USA (takie typowe jak to w takich filmach
), które (a jakże!) skrywa tajemnicę. Grupka dzieciaków, outsiderów, tworzących rodzaj nieformalnego "klubu frajerów" musi stawić czoła złu które przyjęło postać klauna i skrywa się kanałach pod miastem. Z czasem nie mogłem się jednak oprzeć wrażeniu, że to opowieść nie o klaunie, a o tych dzieciakach, ich głęboko skrywanych sekretach i lękach. Tytułowe To, to tylko papierek lakmusowy dla tego co głęboko w sobie dzieciaki dusiły. To tez film o prawdziwej przyjaźni, która rodzi się, gdy potrzebna jest pomoc i wsparcie. Początkowo "klub frajerów" to po prostu kilku chłopaków, którzy trzymają się ze sobą nie dla tego, że się lubią, ale dlatego, że nie mają innego wyjścia. Tylko w tym towarzystwie mogą sobie pozwolić na kąśliwe uwagi czy wyzwiska (żeby dodać sobie odwagi), bo wiedzą, że obędzie się bez bolesnych konsekwencji. Dopiero pojawienie się Bena i Beverly, która jako pierwsza zaczyna się zwierzać, z tego co widziała, powoduje, że również inni zaczynają mówić o tym, co do tej pory głęboko w sobie skrywali. Zaczynają współpracować, wspierać się tak jak w bitwie na kamienie z grupką szkolnych chuliganów. Po wygranej z To, zawiązują przymierze krwi i jest to jedna z najlepszych scen w całym filmie. Klimat lat 80-tych jest tu podany nienachalnie, przez sposób zbudowania całej opowieści, z dzieciakami w centrum. Nie ma za to jakichś gadżetów z tego okresu, czy jakichś "easter eggów" w co drugiej scenie, co bardzo często jest serwowane w innych produkcjach mających na celu wywołać jakąś nostalgię to tamtych lat, a czego ja specjalnie nie lubię. To co udało mi się wychwycić, to napis "Silver" na ramie roweru Billa (tego który się jąkał), który to napis skojarzył mi się z filmem "Silver Bullet", gdzie główny bohater miał customowy trójkołowy motocykl o takiej właśnie nazwie.
Czy zatem film ma jakieś ewidentne wady? Jak dla mnie to niektóre sceny budujące napięcie przed spotkaniem z klaunem były zbyt rozwleczone, ale to w sumie drobiazg. Muzyka bardzo OK, chociaż nie było jakiegoś motywu który głęboko zapadł by mi w pamięć.
Od strony technicznej, obraz bardzo przyjemny z ładnie podanym HDR-em w postaci delikatnych świecidełek tam gdzie trzeba, ale i dobrze wyglądającymi scenami w kanałach, przy minimalnym oświetleniu. Seans powtórkowy myślę już wkrótce, bo już na drugi dzień po pierwszym poszczególne sceny powracały mi w pamięci i zaczynałem sobie analizować jakieś szczegóły... Najlepszy film w tych klimatach od czasu Super 8, który bardzo sobie cenię i pewnie zaraz powtórzę.
To: Rozdział drugi już zamówiony i nie mogę doczekać się seansu. Polecam 8.5/10.
Conspiracy Theory - BD - jeden z najczęściej oglądanych przeze mnie filmów w epoce DVD. Wydanie w snapperze mam po dziś dzień. Licząc po cichu na UHD, po latach (będzie z 15 jak nic) nabyłem na Blu-ray, bo już najwyższy czas na odświeżenie sobie tej produkcji i sprawdzenie, czy dalej "daje radę". Okazuje się, że naprawdę dobre filmy bez problemu wytrzymują próbę czasu. Fantastyczny seans. Chyba najlepszy film duetu Donner-Gibson (OK, jest jeszcze Maverick
). Gibson miał wtedy chyba swój najlepszy czas jako aktor jak i reżyser. Znakomity scenariusz Briana Helgelanda. Świetna, wpadająca w ucho i pamięć muzyka (trochę w stylu Lalo Schifrina). Aktorsko na dobrym poziomie. Patrick Stewart jako nieoczywisty czarny charakter - miodzio. Znakomite zdjęcia. Nowy Jork tętni życiem i kolorami. Sporo ciekawych ujęć w których jakieś istotne zdarzenie jest pokazywane jako odbicie w szybie, jak przykładowo scena w której "tajniacy" porywają Jerrego. Znakomity dźwięk, jak w scenie z helikopterami chociażby. Generalnie, to cała produkcja na wysokim poziomie, co widać w każdym niemal ujęciu. Taka mała dygresja z mojej strony. Dlaczego kiedyś udawało się "kręcić" fajne filmy, a teraz już z tym coraz gorzej, a przynajmniej ja coraz częściej spotykam się z taką opinią? Za mało kasy dają? Brakuje utalentowanych aktorów, reżyserów czy scenarzystów? Po części pewnie tak. Ja jednak widzę tu jeszcze jedną przyczynę. Na początku tych wszystkich filmów z lat 80-tych, 90-tych, które sobie cenię (a myślę, że nie tylko ja) mamy napisy, a z nich dowiadujemy się o tym kto był... producentem. Za tymi filmami stali przykładowo (już nie żyjący) Don Simpson, Jerry Bruckheimer, Frank Marshall, Lawrence Kasdan, czy nawet duet Golan-Globus. Wszyscy oni wiedzieli jak ogarnąć produkcję, dobrać odpowiednich aktorów (Bonnie Timmermann!), kogo ustawić za kamerą... W przypadku Conspiracy Theory stanowisko producenta należało do Joela Silvera, a więc człowieka z dorobkiem i doświadczeniem. I to widać. Dopóki producenci, czy jacyś tam "szołrunerzy" seriali nie przestaną kształtować produkcji tak, aby przypadkiem ktoś tam nie poczuł się czymś tam urażony, a szeroko rozumiana różnorodność nie przestanie być ważniejsza niż kwalifikacje i talent, to będzie tak jak jest teraz.
Całe szczęście do dobrych filmów można wracać kiedy się ma na to ochotę, bo trzymają poziom. Nie inaczej jest z Teorią Spisku. 10/10
. No ale skoro już jest na półce, to można zobaczyć. Żeby było klimatycznie to seans rozpocząłem kilkanaście minut przed północą. Po kilkunastu minutach już wiedziałem, że obejrzę do końca. Krótko - świetne kino. Już od początku film sprawia wrażenie, jakby był nakręcony w późnych latach osiemdziesiątych, złotej erze VHS, kina nowej przygody i generalnie fajnych filmów, które oglądane na "video" kształtowały (a przynajmniej rozbudziły) późniejszy gust filmowy wielu z nas. Mamy wiec niewielkie miasteczko w USA (takie typowe jak to w takich filmach
), które (a jakże!) skrywa tajemnicę. Grupka dzieciaków, outsiderów, tworzących rodzaj nieformalnego "klubu frajerów" musi stawić czoła złu które przyjęło postać klauna i skrywa się kanałach pod miastem. Z czasem nie mogłem się jednak oprzeć wrażeniu, że to opowieść nie o klaunie, a o tych dzieciakach, ich głęboko skrywanych sekretach i lękach. Tytułowe To, to tylko papierek lakmusowy dla tego co głęboko w sobie dzieciaki dusiły. To tez film o prawdziwej przyjaźni, która rodzi się, gdy potrzebna jest pomoc i wsparcie. Początkowo "klub frajerów" to po prostu kilku chłopaków, którzy trzymają się ze sobą nie dla tego, że się lubią, ale dlatego, że nie mają innego wyjścia. Tylko w tym towarzystwie mogą sobie pozwolić na kąśliwe uwagi czy wyzwiska (żeby dodać sobie odwagi), bo wiedzą, że obędzie się bez bolesnych konsekwencji. Dopiero pojawienie się Bena i Beverly, która jako pierwsza zaczyna się zwierzać, z tego co widziała, powoduje, że również inni zaczynają mówić o tym, co do tej pory głęboko w sobie skrywali. Zaczynają współpracować, wspierać się tak jak w bitwie na kamienie z grupką szkolnych chuliganów. Po wygranej z To, zawiązują przymierze krwi i jest to jedna z najlepszych scen w całym filmie. Klimat lat 80-tych jest tu podany nienachalnie, przez sposób zbudowania całej opowieści, z dzieciakami w centrum. Nie ma za to jakichś gadżetów z tego okresu, czy jakichś "easter eggów" w co drugiej scenie, co bardzo często jest serwowane w innych produkcjach mających na celu wywołać jakąś nostalgię to tamtych lat, a czego ja specjalnie nie lubię. To co udało mi się wychwycić, to napis "Silver" na ramie roweru Billa (tego który się jąkał), który to napis skojarzył mi się z filmem "Silver Bullet", gdzie główny bohater miał customowy trójkołowy motocykl o takiej właśnie nazwie. Czy zatem film ma jakieś ewidentne wady? Jak dla mnie to niektóre sceny budujące napięcie przed spotkaniem z klaunem były zbyt rozwleczone, ale to w sumie drobiazg. Muzyka bardzo OK, chociaż nie było jakiegoś motywu który głęboko zapadł by mi w pamięć.
Od strony technicznej, obraz bardzo przyjemny z ładnie podanym HDR-em w postaci delikatnych świecidełek tam gdzie trzeba, ale i dobrze wyglądającymi scenami w kanałach, przy minimalnym oświetleniu. Seans powtórkowy myślę już wkrótce, bo już na drugi dzień po pierwszym poszczególne sceny powracały mi w pamięci i zaczynałem sobie analizować jakieś szczegóły... Najlepszy film w tych klimatach od czasu Super 8, który bardzo sobie cenię i pewnie zaraz powtórzę.
To: Rozdział drugi już zamówiony i nie mogę doczekać się seansu. Polecam 8.5/10.Conspiracy Theory - BD - jeden z najczęściej oglądanych przeze mnie filmów w epoce DVD. Wydanie w snapperze mam po dziś dzień. Licząc po cichu na UHD, po latach (będzie z 15 jak nic) nabyłem na Blu-ray, bo już najwyższy czas na odświeżenie sobie tej produkcji i sprawdzenie, czy dalej "daje radę". Okazuje się, że naprawdę dobre filmy bez problemu wytrzymują próbę czasu. Fantastyczny seans. Chyba najlepszy film duetu Donner-Gibson (OK, jest jeszcze Maverick
). Gibson miał wtedy chyba swój najlepszy czas jako aktor jak i reżyser. Znakomity scenariusz Briana Helgelanda. Świetna, wpadająca w ucho i pamięć muzyka (trochę w stylu Lalo Schifrina). Aktorsko na dobrym poziomie. Patrick Stewart jako nieoczywisty czarny charakter - miodzio. Znakomite zdjęcia. Nowy Jork tętni życiem i kolorami. Sporo ciekawych ujęć w których jakieś istotne zdarzenie jest pokazywane jako odbicie w szybie, jak przykładowo scena w której "tajniacy" porywają Jerrego. Znakomity dźwięk, jak w scenie z helikopterami chociażby. Generalnie, to cała produkcja na wysokim poziomie, co widać w każdym niemal ujęciu. Taka mała dygresja z mojej strony. Dlaczego kiedyś udawało się "kręcić" fajne filmy, a teraz już z tym coraz gorzej, a przynajmniej ja coraz częściej spotykam się z taką opinią? Za mało kasy dają? Brakuje utalentowanych aktorów, reżyserów czy scenarzystów? Po części pewnie tak. Ja jednak widzę tu jeszcze jedną przyczynę. Na początku tych wszystkich filmów z lat 80-tych, 90-tych, które sobie cenię (a myślę, że nie tylko ja) mamy napisy, a z nich dowiadujemy się o tym kto był... producentem. Za tymi filmami stali przykładowo (już nie żyjący) Don Simpson, Jerry Bruckheimer, Frank Marshall, Lawrence Kasdan, czy nawet duet Golan-Globus. Wszyscy oni wiedzieli jak ogarnąć produkcję, dobrać odpowiednich aktorów (Bonnie Timmermann!), kogo ustawić za kamerą... W przypadku Conspiracy Theory stanowisko producenta należało do Joela Silvera, a więc człowieka z dorobkiem i doświadczeniem. I to widać. Dopóki producenci, czy jacyś tam "szołrunerzy" seriali nie przestaną kształtować produkcji tak, aby przypadkiem ktoś tam nie poczuł się czymś tam urażony, a szeroko rozumiana różnorodność nie przestanie być ważniejsza niż kwalifikacje i talent, to będzie tak jak jest teraz. Całe szczęście do dobrych filmów można wracać kiedy się ma na to ochotę, bo trzymają poziom. Nie inaczej jest z Teorią Spisku. 10/10
