04-11-2023, 12:21
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 04-11-2023, 12:35 przez ILSA FAUST.)
(03-11-2023, 20:30)thomasso hi-fi napisał(a): Niebieski też jest dla mnie najlepszą ścieżką z serii. Kupuję w 90% płyty 1 press w stanie EX, nowe nie mają już tego czegoś w sobie i grają jakoś bez "duszy" (są wyjątki), więc z nowych kupuję tylko to co muszę mieć, 180g mnie nie jara
Trzymając się cały czas wątku trzech kolorów i niebieskiego i Weroniki:
Piszesz że tylko 1 press są prawdziwe i tylko one mają "duszę", a sam kupiłeś 2 press Weroniki - wydanie z 2021 roku

Pierwsze wydanie Weroniki i Dekalogu jest z 2015 roku (okładki jak w moich postach).
w dodatku kupiłeś wersję REMASTERED, która w świecie vinylowych ortodoksów pejsatych oznacza wprost "odarcie z duszy"

oczywiście śmieję się bo może to być całkowita nieprawda - Twoje wydanie 2 press może być jakościowo lepsze niż moje 1 press
180g Ciebie nie jara albo kolorowe wynyle - może spróbuj?
Czasami to jest tak, że first press to jest jak DVD a 180-200-220 g jest jak 4K UHD - serio serio

Takie mity że ktoś coś ponoć słyszy jakąś różnicę pomiędzy CD a Vinylem to mnie rozwalają - wrzuć chłopu film na DVD a chwilę potem te same ujęcia na blu ray w 2K a potem w 4K UHD, potem wrzuć chłopu soudtracka na CD, który przyniesie ze sobą a potem wrzuć mu ten sam kawałek na zwyklaku 140 gram a potem na 180-220 gram i gość do końca życia przestanie wierzyć we wróżkę zębuszkę

zacznij od wspomnianego przez ze mnie Tarantino - wrzuć na talerz 140 gram a potem 220 gram - zapewniam Ciebie i daję gwarancję, że nie znajdziesz swojej szczęki pod kanapą

teraz masowo wymieniam wiele wydań na większe gramatury i sprzedaję fist prissy ortodoksom, którzy płacą za nie 10x tyle co za lepsze jakościowe wznowienia. Taka sytuacja.
oczywiście masz rację, że to wszystko zależy od konkretnej pozycji i stylu muzycznego, nie wypowiadam się na temat polskiego pop-u czy rocka ani jakiegokolwiek pop-u czy tam rocka bo stronię i to bardzo bardzo mocno od popkultury, rocka, delikatnie bardzo mówiąc.
Mogę się wypowiedzieć w tematyce muzyki filmowej lub pokrewnych aby nas nie wyrzucili z tego wątku.
przyznaję, że są single 1 press bitelsów za 10 tys USD za sztukę ale na szczęcie to nie moje nieszczęście.
ale mam parę białych kruków, np. jeden test press z ilości 5 sztuk na świat o nieco mniejszej wartości.
Ale w kwestii muzyki filmowej np. mam wydane w ilości tylko 75 sztuk na świat z okazji Alien Day 4/26/16
także warte kilka tys. zielonych ale brak chętnych do odsprzedaży

James Horner - Aliens - vinyl wypełniony krwią Xenomorpha (poglądowe fotki na szybko z internetu nie moje),
krew xenomorpha jest zamknięta w winylu i przelewa się w postaci płynnej jak obracasz winyl na talerzu gramofonu,
oczywiście krew jest zabezpieczona szczelnie w środku aby nie wyżarła Tobie rąk

Wracając do muzyki filmowej na vinylach, aby nas nie wyrzucili z tego wątku, mamy następującą sytuację:
(1) całkowitą nieprawdą jest że tylko 1 press ma "duszę" - tylko w kilku procentach to się zgadza ale ponad 90% wznowień lub box-ów to są prawdziwe dzieła sztuki w kwestii jakości dźwięku i zawartości
(2) całkowitą nieprawdą jest że zwyklaki na czarnym winyli 140 gram tylko mają "duszę" - zazwyczaj w 99,99 % wyższa gramatura daje znaczące efekty, przede wszystkim jak złapiesz wydanie 45 RPM zamiast 33 RPM to już odjazd
W przypadku muzyki filmowej mamy jednoznaczną sytuację, która potwierdza moje powyższe tezy, otóż wiele wydań z lat 70 oraz 80 tych na winylu było bidne strasznie np. wspominany Aliens Hornera miał 9 utworów na 140 gramach - mój egzemplarz ma 24 utwory na 180 gramach (w praktyce więcej bo krew xenomorpha swoje waży), albo znakomity ALIEN Goldsmitha ma 10 utworów na zwyklaku 140 gramm a moje wydanie BOX na 4 vinylach ma 47 utworów na 180 gramach
muzyka filmowa w latach 70-80 była traktowana po macoszemu - Varese czy inne wytwórnie wydawało zazwyczaj zwyklaki na 140 gramach po 8-12 utworów - co wynikało z pojemności takiego zwyklaka, dziękuję mi za taki first press

potem było gorzej bo w latach 90 tych najszła era CD a potem w latach tysięcznych mp3 i mieliśmy tylko soundtracki na CD, których nie da się słuchać -
a teraz era streamingu także muzycznego, gdzie spotifaje, tidale tylko w teorii są w stanie zaoferować muzykę wysokiej jakości.
inne elitarne style w latach 90 miały małe nakłady na vinylach i tam tak, niektóre fist pressy to się zgadza to miód malina.
ale wracając do lat 90 oraz tysięcznych - dopiero renesans wydań na winylach oraz takie wytwórnie jak Mondo czy Waxwork dały nam tak naprawdę muzykę filmową najwyższej jakości nadającą się do słuchania.
Można o tym pisać setki godzin a tak naprawdę każdy dobry sountrack do równie dobrego filmu to osobna historia ale podam rażący przykład sountracka Vangelisa do Blade Runnera:
first press z 1994 roku (wydanie po latach jak film został kultowy) nie nadaje się do słuchania w ogóle, remaster z 2013 roku wydany na 180g na PURE VIRGIN VINYL to wg. wielu krytyków nr 1 jakościowo ever w muzyce filmowej.
Stoi na półce, przyznaję ilekroć czynię odsłuchy przez kolejnymi projekcjami to nie mogę się nadziwić WTF
dla przykładu first press Blade Runner 2049 kupiłem z pre-order bezpośrednio od Hanza Zimmera a potem zamieniłem na second press z Mondo bo znacząco lepiej brzmiał dla mnie ten score. Chciałem zostawić sobie oba wydania, ale po 20 stu odłuchach stwierdziłem - pier....fist press i sprzedałem pejsatym ortodoksom ...
a między first press a second press mineło może rok czasu ale matryce były inne i odbiór inny.
Mam kilka sytuacji (ale nie w muzyce filmowej) że mam dwa wydania tej samej muzy test press na zwyklaku 33 RPM 140 gramiszy (5 egz. na świat) oraz wydanie na 200 gramach 45 RPM - i zostawiłem oba wydania, ponieważ muzyka jest całkowicie inna na każdym z nich (aż tak) i mam dwa albumy tak naprawdę zamiast jednego.
takich sytuacji mam kilka.
--------------
