10-01-2020, 22:29
Puentując dodam, że porównanie wersji „reżyserskiej” (dystrybuowanej w Stanach) do serialu może przynieść sympatykom polskiej klasyki sporo satysfakcji. Mamy jakby dwa różne klimaty. Różnice widać choćby w nadawaniu cech charakteru (expressis verbis) poszczególnym postaciom. Przykładem niech będzie np. bezkonkurencyjny „telewizyjny” Tomaszek.
„Noce i dnie” to jeden z najważniejszych filmów polskich. Zawsze oglądam go jak „Potop”. Co to znaczy? Ano zaczynam seansik (po raz enty) z intencją, że przysiądę na fotelu i popatrzę tylko 15 minut. Potem już „leci z górki”. Niecierpliwie czekam co będzie dalej. I tak do końca.
„Noce i dnie” to jeden z najważniejszych filmów polskich. Zawsze oglądam go jak „Potop”. Co to znaczy? Ano zaczynam seansik (po raz enty) z intencją, że przysiądę na fotelu i popatrzę tylko 15 minut. Potem już „leci z górki”. Niecierpliwie czekam co będzie dalej. I tak do końca.
„Ja paryskimi perfumami się nie perfumuję... Ja jeden wiem co tej ziemi jest potrzebne”.
