Zanim będę odcięty od internetu…
Czy ktoś pamięta publiczne i zarazem mniej oficjalne seanse poprzedzające erę VHS? Niektóre domy kultury organizowały projekcje z taśm 8mm. Pokazywano głównie filmy przywiezione z RFN. Za mikrofonu przemawiał lektor tłumacząc wszystko „na żywo”. Z całą pewnością w ten sposób obejrzałem filmy, które nigdy – i powtórzę – nigdy nie weszły do polskiej dystrybucji kinowej. Na marginesie. Świat zachodni wydawał naprawdę sporo ciekawostek na wąskich taśmach, np. „Ojca chrzestnego”(1972).
Moja „droga” do kina domowego Full HD była taka:
1. Projektor 8 mm i mnóstwo seansów w gronie rodziny / znajomych. Coś też nakręciłem na taśmie 16 mm (szkolenie zawodowe) i zostałem pochwalony za kompozycję kadru. Ale to stare dzieje…
2. Potem był magnetowid oraz niezliczone pokazy w większym i mniejszym gronie znajomych. Po latach 90 – tych puszczałem filmy z efektami stereo.
3. Odtwarzacz DVD nabyłem niedługo po premierze tego formatu w kraju. W kioskach kupowałem krążki za super cenę – 50 zł. Oczywiście mam tu na uwadze tytuły polskie, jak np. „Seksmisja” (1984).
4. Gdy staniały rzutniki SD podłączyłem odtwarzacz do projektora. Nauczyłem się z DVD wyciskać wszystko (usuwanie przeplotu itp.).
5. Oczywiście nie przegapiłem formatu Full HD. To obecnie stanowi bazę mojego kina plus dźwięk 5.1.
Matwiko, gdy nie było jeszcze w Polsce kamer VHS radziłem sobie inaczej. Zabierałem do kina kamerę 8 mm i filmowałem najważniejsze ujęcia kultowych filmów (oczywiście dla własnego użytku). Obok siedział kumpel z magnetofonem kasetowym, który nagrywał audio. Sam wywoływałem ósemki (byłem w tej skomplikowanej technologii niezły) i potem potrafiłem „zgrać” audio z obrazem. Oczywiście na podobnej zasadzie „zgrywałem” też obraz telewizyjny. Oj, działo się! Istnieli Filmożercy nawet w tak trudnych czasach...
Na marginesie. Oryginalne kasety można było kupić w innych księgarniach niż Empik. O bazarach nie wspomnę.
Rzadko czytam wpisy dwa razy. Twój sprawił mi miłą niespodziankę (dwukrotnie
).
Oczywiście pamiętam problemy z zabezpieczeniami taśm itp.
Niech Żyje 3 Maja!
Czy ktoś pamięta publiczne i zarazem mniej oficjalne seanse poprzedzające erę VHS? Niektóre domy kultury organizowały projekcje z taśm 8mm. Pokazywano głównie filmy przywiezione z RFN. Za mikrofonu przemawiał lektor tłumacząc wszystko „na żywo”. Z całą pewnością w ten sposób obejrzałem filmy, które nigdy – i powtórzę – nigdy nie weszły do polskiej dystrybucji kinowej. Na marginesie. Świat zachodni wydawał naprawdę sporo ciekawostek na wąskich taśmach, np. „Ojca chrzestnego”(1972).
Moja „droga” do kina domowego Full HD była taka:
1. Projektor 8 mm i mnóstwo seansów w gronie rodziny / znajomych. Coś też nakręciłem na taśmie 16 mm (szkolenie zawodowe) i zostałem pochwalony za kompozycję kadru. Ale to stare dzieje…
2. Potem był magnetowid oraz niezliczone pokazy w większym i mniejszym gronie znajomych. Po latach 90 – tych puszczałem filmy z efektami stereo.
3. Odtwarzacz DVD nabyłem niedługo po premierze tego formatu w kraju. W kioskach kupowałem krążki za super cenę – 50 zł. Oczywiście mam tu na uwadze tytuły polskie, jak np. „Seksmisja” (1984).
4. Gdy staniały rzutniki SD podłączyłem odtwarzacz do projektora. Nauczyłem się z DVD wyciskać wszystko (usuwanie przeplotu itp.).
5. Oczywiście nie przegapiłem formatu Full HD. To obecnie stanowi bazę mojego kina plus dźwięk 5.1.
Matwiko, gdy nie było jeszcze w Polsce kamer VHS radziłem sobie inaczej. Zabierałem do kina kamerę 8 mm i filmowałem najważniejsze ujęcia kultowych filmów (oczywiście dla własnego użytku). Obok siedział kumpel z magnetofonem kasetowym, który nagrywał audio. Sam wywoływałem ósemki (byłem w tej skomplikowanej technologii niezły) i potem potrafiłem „zgrać” audio z obrazem. Oczywiście na podobnej zasadzie „zgrywałem” też obraz telewizyjny. Oj, działo się! Istnieli Filmożercy nawet w tak trudnych czasach...
Na marginesie. Oryginalne kasety można było kupić w innych księgarniach niż Empik. O bazarach nie wspomnę.
Rzadko czytam wpisy dwa razy. Twój sprawił mi miłą niespodziankę (dwukrotnie
). Oczywiście pamiętam problemy z zabezpieczeniami taśm itp.
Niech Żyje 3 Maja!
„Ja paryskimi perfumami się nie perfumuję... Ja jeden wiem co tej ziemi jest potrzebne”.
