Mam jeszcze ze dwie godziny czasu...
Nikt nie napisał, że rozdzielczość pozioma VHS wynosi jakieś 240 linii. Z czasem nastąpiły ulepszenia. Pomimo to, jak pamiętam, obraz z oryginalnych kaset sprawiał wrażenie lepszego od telewizyjnego. Dawniej był problem z dostrojeniem odbiorników (kiepskie anteny itp.). Śnieżenie deklasowało „kino” od TVP 1 / TVP 2.
Tak, Mkocisze – wyalienowany widz przed dużym płaskim ekranem stanowi znak czasu. W kontekście filozofii kina domowego tkwię w latach 1980 / 1990. Nigdy nie zapomnę projekcji ze swojego pierwszego rzutnika SD. Rodzina oraz sąsiedzi przynieśli własne krzesła, skutecznie zapełnili pokój i z zapartym tchem oglądali „Ben Hura” (1959) po rekonstrukcji cyfrowej. Większość z nich po raz pierwszy na dużym ekranie. Ten klimat trwa jakby do tej pory, choć na mniejszą skalę. Lubię dostawać sms’y z zapytaniem: Czy znajdzie się bilet na sobotni seans?
Masz ode mnie punkcik reputacyjny za celne spostrzeżenia socjologiczne.
Mefisto, do tej pory posiadam nawyk przewijania taśmy do początku. Nigdy nie było inaczej.
Nikt nie napisał, że rozdzielczość pozioma VHS wynosi jakieś 240 linii. Z czasem nastąpiły ulepszenia. Pomimo to, jak pamiętam, obraz z oryginalnych kaset sprawiał wrażenie lepszego od telewizyjnego. Dawniej był problem z dostrojeniem odbiorników (kiepskie anteny itp.). Śnieżenie deklasowało „kino” od TVP 1 / TVP 2.
Tak, Mkocisze – wyalienowany widz przed dużym płaskim ekranem stanowi znak czasu. W kontekście filozofii kina domowego tkwię w latach 1980 / 1990. Nigdy nie zapomnę projekcji ze swojego pierwszego rzutnika SD. Rodzina oraz sąsiedzi przynieśli własne krzesła, skutecznie zapełnili pokój i z zapartym tchem oglądali „Ben Hura” (1959) po rekonstrukcji cyfrowej. Większość z nich po raz pierwszy na dużym ekranie. Ten klimat trwa jakby do tej pory, choć na mniejszą skalę. Lubię dostawać sms’y z zapytaniem: Czy znajdzie się bilet na sobotni seans?
Masz ode mnie punkcik reputacyjny za celne spostrzeżenia socjologiczne.
Mefisto, do tej pory posiadam nawyk przewijania taśmy do początku. Nigdy nie było inaczej.
„Ja paryskimi perfumami się nie perfumuję... Ja jeden wiem co tej ziemi jest potrzebne”.
