Japońska godzilla to dla mnie nieziemski syf, którego nie jestem w stanie zdzierżyć. Tyle w jej temacie.
Na Godzilli z 2014 w kinie prawie zasnąłem z nudów, a jedyną wersją, jaką (w miarę) lubię, pozostaje wersja Emmericha.
Pacific Rim też co prawda lubię, ale nie za potwory tylko za jeagery, no a finałowa akcja w filmie jest słaba i do pięt nie dorasta wcześniejszym.
King Kong - mam na półce wersje z 1976 i 2005, do każdej z nich od czasu do czasu wracam, o ile z początku nie trafiła do mnie wersja Jacksona, tak z kolejnymi seansami ją polubiłem.
Na Godzilli z 2014 w kinie prawie zasnąłem z nudów, a jedyną wersją, jaką (w miarę) lubię, pozostaje wersja Emmericha.
Pacific Rim też co prawda lubię, ale nie za potwory tylko za jeagery, no a finałowa akcja w filmie jest słaba i do pięt nie dorasta wcześniejszym.
King Kong - mam na półce wersje z 1976 i 2005, do każdej z nich od czasu do czasu wracam, o ile z początku nie trafiła do mnie wersja Jacksona, tak z kolejnymi seansami ją polubiłem.
