02-05-2020, 01:18
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 02-05-2020, 01:22 przez Szczepan600.)
Z punktu widzenia miłośnika filmów kina powinny zdychać jak najszybciej, bo od dawna żadne z nich świątynie filmu, a raczej festiwale partactwa i dziwności.
umówmy się, mówimy o jakości Streamu i salach Imax... ale na co dzień kończymy w Cinema City w sali gdzie ekranu nie czyszczono od kilku miesięcy, lampa w projektorze najlepsze dni ma za sobą, a inni widzowie nie ułatwiają miłej celebracji ekranu... a i jeszcze usłyszysz gdzieś zza ściany "Kierowca białego forda proszony do informacji". Serio Czy to Kraków, czy Poznań, Warszawa czy Zielona Góra o dobrą salę trudno. Jasne jakieś sale specjalne jak Imax czy 4DX czy co tam jeszcze są w pytkę i miło tam iść... ale ile razy się uda i jakie filmy tam zobaczymy?
Mam rocznie 100 seansów w kinie i z miejsca bym je zamienił na kanapę. Bo kino poza skalą (i premierami) nie oferuje mi jakości (studyjne to ogółem temat rzeka... zero kontroli kogokolwiek kompetentnego). Dlatego nie widzę plusów poza "seansami specjalnymi". A w zasadzie kino miało być możliwością zobaczenia filmu "najlepiej jak to możliwe". A po prostu tym obecnie NIE JEST. Jest duże i tyle. Mniej fajna rzeczy, gdy przyjdzie siedzieć z na maksa z boku i super daleko (bo umówmy się w sali kinowej może z 1/4-1/2 miejsc zapewnia sensowny/optymalny seans). Oczywiście niedługo przyjdą modernizacje (microledowe ekrany?), ale kiedy i jak to się odbije na finansach... nawet wole nie myśleć.
Poza tym kino sprzyja elitaryzacji niektórych dzieł. Ludzie często mają daleko do kin studyjnych, a czasami nawet do multipleksu. Jest w zasadzie drogą rozrywką (zwłaszcza bez Unlimited) i pochłania więcej czasu niż sam seans i to DUŻO więcej. Więc kina na dzień dzisiejszy tylko szkodzą sztuce filmowej. Ale jasne... ładne zarobki się w nich wykręca i to też jest ważne. Jednak mam wrażenie, że to kwestia przyzwyczajenia i zaraz VOD będzie wykręcało podobne (i może nawet na korzystniejszych zasadach finansowych dla studia aniżeli kina)
Oczywiście rozumiem w pełni, że ktoś lubi wyjść do kina. Spoko. Dla mnie to czasami też miła odmiana, ale wtedy mówimy o kinie w kategorii atrakcji typu karuzela. I fajnie, To miłe i pogodne... ale nie powinno być jedyna opcją na premiery. Problem chyba jednak w tym, że gdy pojawi się bezpośrednia konkurencja ta karuzela szybko zardzewieje, bo okaże się, że jest po prostu starociem, który żyje tylko napędzany mocą społecznej nostalgii i słynnym "ja to lubię ten zapach popcornu i porozumienie na sali".
umówmy się, mówimy o jakości Streamu i salach Imax... ale na co dzień kończymy w Cinema City w sali gdzie ekranu nie czyszczono od kilku miesięcy, lampa w projektorze najlepsze dni ma za sobą, a inni widzowie nie ułatwiają miłej celebracji ekranu... a i jeszcze usłyszysz gdzieś zza ściany "Kierowca białego forda proszony do informacji". Serio Czy to Kraków, czy Poznań, Warszawa czy Zielona Góra o dobrą salę trudno. Jasne jakieś sale specjalne jak Imax czy 4DX czy co tam jeszcze są w pytkę i miło tam iść... ale ile razy się uda i jakie filmy tam zobaczymy?
Mam rocznie 100 seansów w kinie i z miejsca bym je zamienił na kanapę. Bo kino poza skalą (i premierami) nie oferuje mi jakości (studyjne to ogółem temat rzeka... zero kontroli kogokolwiek kompetentnego). Dlatego nie widzę plusów poza "seansami specjalnymi". A w zasadzie kino miało być możliwością zobaczenia filmu "najlepiej jak to możliwe". A po prostu tym obecnie NIE JEST. Jest duże i tyle. Mniej fajna rzeczy, gdy przyjdzie siedzieć z na maksa z boku i super daleko (bo umówmy się w sali kinowej może z 1/4-1/2 miejsc zapewnia sensowny/optymalny seans). Oczywiście niedługo przyjdą modernizacje (microledowe ekrany?), ale kiedy i jak to się odbije na finansach... nawet wole nie myśleć.
Poza tym kino sprzyja elitaryzacji niektórych dzieł. Ludzie często mają daleko do kin studyjnych, a czasami nawet do multipleksu. Jest w zasadzie drogą rozrywką (zwłaszcza bez Unlimited) i pochłania więcej czasu niż sam seans i to DUŻO więcej. Więc kina na dzień dzisiejszy tylko szkodzą sztuce filmowej. Ale jasne... ładne zarobki się w nich wykręca i to też jest ważne. Jednak mam wrażenie, że to kwestia przyzwyczajenia i zaraz VOD będzie wykręcało podobne (i może nawet na korzystniejszych zasadach finansowych dla studia aniżeli kina)
Oczywiście rozumiem w pełni, że ktoś lubi wyjść do kina. Spoko. Dla mnie to czasami też miła odmiana, ale wtedy mówimy o kinie w kategorii atrakcji typu karuzela. I fajnie, To miłe i pogodne... ale nie powinno być jedyna opcją na premiery. Problem chyba jednak w tym, że gdy pojawi się bezpośrednia konkurencja ta karuzela szybko zardzewieje, bo okaże się, że jest po prostu starociem, który żyje tylko napędzany mocą społecznej nostalgii i słynnym "ja to lubię ten zapach popcornu i porozumienie na sali".
