09-02-2021, 15:33
Jedyny król wśród potężnych, wręcz ogromniastych monstrów, jedyny, który zaszczycił popkulturę we właściwy sposób swoją prezencją w wielu filmach na przestrzeni lat, jest Kong. Moglibyście zapytać, dlaczego nie Godzilla (tak naprawdę to ,,Gojira")? Otóż monstrualny jaszczur będący nadal własnością TOHO, przechodził zbyt wiele zmian i dziwnych fluktuacji, zarówno w swej fizyczności, jak i genezie (bodaj były trzy, jak nie cztery rebooty całego kinematgoraficznego jestestwa Godzilli). Filmów z udziałem ,,megajaszczura" było zdecydowanie zbyt dużo, około 30: od totalnie kiepskich i infantylnych po wyborne, świetnie zrealizowane przykłady kina od TOHO'; o amerykańskich produkcjach w tym względzie nie mówiąc, bo to już zupełnie inna bajka. Kong jest tym największym wśród osobliwości filmów Monster Universe na przestrzeni dziejów, głównie ze względu na jego kreację w obrazach: "King Kong (1933)" oraz "Kong - Wyspa Czaszki". Nie chcę nazywać go drapieżnym, potężnym zwierzęciem. To nie jest żaden ,,mutant", to po prostu... Kong, na dodatek wykazujący cechy i zachowania bliskie ludziom. Sam film z 1933 roku, tak naprawdę rozpoczął erę Monster Movies/Universe - dzieło archetypowe, nieskalane.
