19-09-2023, 22:52
Nww napisał:
Po pierwsze, określanie, że teraz ludzie mają słabą krzepę, patrząc po np. spotykanych ludziach na szlakach, może być mocno mylące. Wynika to z faktu, że tych ludzi jest teraz masę, jak to ktoś już wspominał, chodzenie po górach stało się modne, więc wpadają tam ludzie tez i bez wyobraźni — od razu próbujący zdobyć szczyty, mimo że nie prowadza względnie aktywnego życia.
Na ten moment wszyscy osiągnęliśmy konsensus. Jednak trochę „pojątrzę”.
Wiedzę o kondycji Polaków czerpię z różnych źródeł. Zostawmy szlaki i spójrzmy na problem szerzej. Miałem znajomych, którzy pracowali zawodowo z młodzieżą, czyli narybkiem. Spadek ogólnej sprawności odnotowywali rok po roku. Może taki cytat:
Coraz więcej ludzi uczestniczy w aktywności sportowej, choć z drugiej strony rośnie liczba otyłych. Z jednej strony rośnie liczba uprawiających sport, z drugiej z badań prowadzonych od 30 lat wynika, że poziom sprawności fizycznej młodzieży obniża się.
https://www.polskieradio.pl/68/4399/Artykul/2111775%2CSportowa-kondycja-Polakow-rosnie-ale-pozostawia-wiele-do-zyczeniaO
Tylu grubasów w latach 80. / 90. nie było! A wiem o czym piszę.
W następnym moim poście będzie historia mrożąca krew w żyłach. Opiszę sytuację, w której na Orlej spojrzałem w oczy śmierci.
Hal napisał:
Wracając do tematu, na takich szlakach, które uporczywie prowadzą tylko pod górę (Rysy), ważna jest technika wchodzenia po tych "schodach" w pierwszym etapie, zanim zaczną się łańcuchy, bo pozwala zaoszczędzić wiele czasu. Osobiście preferuję wolne tempo, dzięki któremu nie dostaję żadnej zadyszki, mięśnie nie są zmęczone, więc nie muszę robić żadnych przerw, w efekcie jestem na szczycie 30 minut szybciej, niż narwańcy którzy mnie 3 razy wymijali, ale już na 4 raz zabrakło im tlenu
Brawo! Właśnie chciałem napisać o stałym tempie marszu bez odpoczynków. To działa. Jak siądziesz, to siądziesz.
Po pierwsze, określanie, że teraz ludzie mają słabą krzepę, patrząc po np. spotykanych ludziach na szlakach, może być mocno mylące. Wynika to z faktu, że tych ludzi jest teraz masę, jak to ktoś już wspominał, chodzenie po górach stało się modne, więc wpadają tam ludzie tez i bez wyobraźni — od razu próbujący zdobyć szczyty, mimo że nie prowadza względnie aktywnego życia.
Na ten moment wszyscy osiągnęliśmy konsensus. Jednak trochę „pojątrzę”.
Wiedzę o kondycji Polaków czerpię z różnych źródeł. Zostawmy szlaki i spójrzmy na problem szerzej. Miałem znajomych, którzy pracowali zawodowo z młodzieżą, czyli narybkiem. Spadek ogólnej sprawności odnotowywali rok po roku. Może taki cytat:Coraz więcej ludzi uczestniczy w aktywności sportowej, choć z drugiej strony rośnie liczba otyłych. Z jednej strony rośnie liczba uprawiających sport, z drugiej z badań prowadzonych od 30 lat wynika, że poziom sprawności fizycznej młodzieży obniża się.
https://www.polskieradio.pl/68/4399/Artykul/2111775%2CSportowa-kondycja-Polakow-rosnie-ale-pozostawia-wiele-do-zyczeniaO
Tylu grubasów w latach 80. / 90. nie było! A wiem o czym piszę.
W następnym moim poście będzie historia mrożąca krew w żyłach. Opiszę sytuację, w której na Orlej spojrzałem w oczy śmierci.
Hal napisał:
Wracając do tematu, na takich szlakach, które uporczywie prowadzą tylko pod górę (Rysy), ważna jest technika wchodzenia po tych "schodach" w pierwszym etapie, zanim zaczną się łańcuchy, bo pozwala zaoszczędzić wiele czasu. Osobiście preferuję wolne tempo, dzięki któremu nie dostaję żadnej zadyszki, mięśnie nie są zmęczone, więc nie muszę robić żadnych przerw, w efekcie jestem na szczycie 30 minut szybciej, niż narwańcy którzy mnie 3 razy wymijali, ale już na 4 raz zabrakło im tlenu
Brawo! Właśnie chciałem napisać o stałym tempie marszu bez odpoczynków. To działa. Jak siądziesz, to siądziesz.
„Ja paryskimi perfumami się nie perfumuję... Ja jeden wiem co tej ziemi jest potrzebne”.
