Wojna o planetę małp (2017) [Blu-ray, napisy]
Wspaniałe zakończenie trylogii Cezara. Wczoraj zrobiłem sobie trzeci seans (kino + 2x powtórka z płyty) i chyba jednak to jest moja ulubiona część. Niby to jej mógłbym zarzucić najwięcej od strony scenariusza (kilka uproszczeń i lazy writingu << po The Batman wnioskuję, że to zasługa Matta Reevesa, który jest świetnym reżyserem, ale nie powinien pisać swoich filmów), ale jest najlepsza wizualnie (brak Oscara za być może najdoskonalsze efekty komputerowe w historii to są jakieś jaja), ma najlepszą muzykę, najwięcej humoru (Bad Ape!) i jest najbardziej emocjonująca. No i choć trwa dłużej od poprzednika (o 7,5-minuty, ale jakby porównać je bez napisów końcowych to o jakieś 11') zlatuje mi zdecydowanie szybciej, nie odczuwam żadnych problemów z tempem, a historia bardziej mnie angażuje.
A przed chwilą wróciłem z kina z Królestwa i też mi się podobało. Trochę lżejszy od poprzedników, ale dobry film przygodowy/SF/post-apo, który choć trwa 145-minut, nie odczułem ich tak, jak przy oglądaniu krótszej Ewolucji. Fajnie, że Disney nie zniszczył chociaż jednej marki, którą przejął (póki co).
Bardzo udana produkcja SF, miejscami zaskakująca swoją jakością, która momentami nie licuje z tematem rodem z kina klasy B. Ten ciekawy dysonans powoduje, że "Dark City" sprawia wrażenie produkcji przemyślanej i kompletnej. Groteskowość przedstawianych w nim wydarzeń uzupełniona starannie dobraną scenografią (tak w skali mikro jak i makro), która pomimo ukazania wielu pejzaży tytułowego miasta, sprawia przytłaczające i klaustrofobiczne wrażenie. Film stawia interesujące pytania o naturę naszej egzystencji, wartość wspomnień i opiera się w finale na klasycznym konflikcie umysł-serce.
Oglądając film trudno nie dopatrzyć się bardzo wyraźnego podobieństwa młodszego o rok "Matrixa" do obrazu Proyasa, zarówno w przypadku tematyki, konkretnych punktów historii a nawet wielu kadrów. Obraz braci Wachowskich wygrywa właściwie tylko dynamiką zmagań fizycznych i popartymi dwukrotnie większym budżetem efektami specjalnymi. Podobną tematykę eksploruje "Truman Show", który miał premierę pół roku później, a który oferuje nieco inną pespektywę, dodając krytykę widzów i jednocześnie oferując (przynajmniej na pozór) mniej mroczną rzeczywistość.
Nigdy nie zrozumiem jak ta nieoglądalna wymiocina może zbierać takie opinie. Przez większość czasu przysypiałem ale na durnym finale turlałem się ze śmiechu.
Reeves wylądował po tym na mojej czarnej liście reżyserów/scenarzystów za których filmy nigdy nie zapłacę w ciemno, a kolejnym filmem tylko umocnił ten status
Dwa poprzednie filmy trylogii mi się podobały (pierwszy bardziej, a na drugim byłem w kinie), no ale Reeves ich nie pisał.
Cytat:brak Oscara za być może najdoskonalsze efekty komputerowe w historii
Jest jeszcze w ogóle jakiś reżyser, który nie wylądował na twojej czarnej liście i nie deklarujesz się (nawet gdy nikt nie pyta) jako jego hejter, lub zwyczajnie zlewasz jego filmy od obejrzenia XYZ sprzed lat?
CGI Ceasar, Maurice, Winter, Bad Ape, Red Donkey - wszyscy wyglądają perfekcyjnie w zasadzie we wszystkich ujęciach jakie mają, nie sądzę aby dało się osiągnąć wyższy poziom fotorealizmu (na równi z War stawiam Avatara 2). Nie zapraszam do dyskusji, bo nie ma o czym.
Juby napisał(a):CGI Ceasar, Maurice, Winter, Bad Ape, Red Donkey - wszyscy wyglądają perfekcyjnie w zasadzie we wszystkich ujęciach jakie mają, nie sądzę aby dało się osiągnąć wyższy poziom fotorealizmu
Pełna zgoda, brak statuetki dla tego filmu to kpina. Widać to najdobitniej podczas seansu najnowszej odsłony, mianowicie "Kingdom", która choć wizualnie nadal robi wrażenie, to w mojej opinii wszystkie bez wyjątku główne małpy wyglądają odrobinę słabiej niż te z "War".
Right arm has been severed above the elbow with massive tissue loss in the upper musculature.
21-05-2024, 13:26 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 21-05-2024, 13:44 przez Juby.)
Królestwo też ma znakomite CGI (może tym razem w końcu je nagrodzą?), ale oglądając film odniosłem wrażenie że o ile małpy WETA ma obcykane w najdrobniejszym szczególe, tak już orły nie były równie fotorealistyczne. No i wiadomo, im więcej małpa gada (w dodatku bardzo ludzkim głosem), tym bardziej będzie nam się to wydawać sztuczne, a w nowej części małpy spikują ingliszem o wiele częściej niż w poprzedniej trylogii. Jednak co by nie było, w Kingdom mamy: głównego bohatera pokrytego popiołem budzącego się rankiem w zgliszczach spalonego miasta; wynurzającego się z rwącej wody; jedzącego/pijącego - te ujęcia bardzo przypominały mi podobne ujęcia Jake'a z pierwszego Avatara i z całym szacunkiem dla dzieła Camerona - które wizualnie mimo 15 lat na karku trzyma się znakomicie - ale nowa Planeta małp prezentowała się pod względem CGI lepiej.
War przegrało statuetkę z BR2049 - okej, ten film też miał bezbłędne vfx, ale tam to były głównie tła, przedłużanie świata i takie tam. Dla mnie małpy zasługiwały o wiele bardziej. No ale, w tej kategorii od dawna praktycznie co roku wygrywa nie ten film, co potrzeba (czasami najlepszy nie zostaje nawet nominowany).
Cytat:Jest jeszcze w ogóle jakiś reżyser, który nie wylądował na twojej czarnej liście i nie deklarujesz się (nawet gdy nikt nie pyta) jako jego hejter, lub zwyczajnie zlewasz jego filmy od obejrzenia XYZ sprzed lat?
Na wspomnianej liście są tylko Reeves i Nolan na tę chwilę
23-05-2024, 23:06 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 23-05-2024, 23:14 przez Daras.)
Popiół i diament (1958).
Temat jest trudny, zatem jedynie bardzo skrótowo wyeksponuję swoje odczucia. Zdecydowałem się na wpis (jednak), gdyż bliska mi osoba należała do grona "wyklętych".
Film Wajdy ma dość dynamiczny początek. Nie jeden reżyser umieściłby nagrane sceny w miejscu puentującym dzieło.
Chodź, napijemy się po jednym - usłyszymy.
Zacytowane zdanie zapowiada wstęp do kultowej sceny. Ale na nią widzowie trochę poczekają, i zapewne nie pożałują chwil spędzonych wcześniej przed ekranem.
Papierosy? Węgierskie są mocniejsze - usłyszymy podczas jednego z dialogów.
Przez lata funkcjonowało powiedzenie o dwu bratankach. Może faktycznie coś nas w przeszłości łączyło (?).
Bez tej Warszawy człowiek nie ten sam - powie jeden z bohaterów.
Szczęśliwie nie przeniesiono stolicy do Krakowa. Czy wygłoszone w filmie zdanie można uznać za sarkazm?
Mam wrażenie, że A. Wajda był jakby wizjonerem zachowań współczesnych celebrytów. Scena z udziałem B. Kobieli oraz gaśnicy została zagrana perfekcyjnie. Co zawodowiec, to zawodowiec. Nie polecam amatorom szaleństw tego typu w miejscach publicznych.
"Popiół..." czytałem / oglądałem wielokroć. Do dziś zachodzę w głowę jak tamtejsza cenzura mogła to przepuścić. Może za sprawą naświetlenia sylwetki towarzysza Szczuki? Wajda ukazał postać kacyka jako gościa w stylu "przyłóż do rany".
Wajda - doskonały obserwator psychiki ludzkiej - tak pokierował narracją, aby widz dawnego pokolenia miał wątpliwości po czyjej stronie się opowiedzieć. I chyba w tym należy upatrywać przechytrzenie cenzury (patrz towarzysz Szczuka "do rany przyłóż").
To bardzo polski film. Odważny. Jednak oglądał go cały świat. Puszczany był między innymi w jednaj z amerykańskich akademii filmowych jako swoisty wzorzec.
W "Pociągu" (1959) Kawalerowicza "bylem pasażerem". Tu Wajda także - jako mistrz klimatu - nie zawiódł. Warto wprosić się na powojenną imprezę zorganizowaną w lokalnym hotelu, obserwując profile osobowościowe gości. No i ten Kobiela (biegający z gaśnicą). Groteskowy w najlepszym rozumieniu tego słowa.
„Ja paryskimi perfumami się nie perfumuję... Ja jeden wiem co tej ziemi jest potrzebne”.