Nie mam tego filmu. Spróbuję króciuteńko odnieść się do zarzutów, choć może bardziej do problematyki rekonstrukcji w ogóle.
Gorsza jakoś określonych ujęć nie zawsze wynika z błędów popełnionych przez rekonstruktorów. Zwróćmy uwagę np. na kadr z D. Olbrychskim (dziewiąty w kolejności). Ziarno i ostrość nie powinny nikogo irytować. Dlaczego? Wszelkiej maści zbliżenia - szczególnie w dawnych filmach - wygrywały. Jeśli do tego obiekt był dobrze oświetlony, a materiał negatywowy poprawnie wywołany, uzyskiwaliśmy kadr referencyjny. Bardzo pomagał (często stosowany) duży otwór blendy / przesłony. Przy ustawieniach bliskich wartościom względnym (termin fachowy) obiektyw rysował optymalnie i teoretycznie uzyskiwaliśmy „maksymalnie” wyraźny obraz. Nadto zmniejszała się głębia ostrości rozmydlając nieco tło. Przy portretowaniu należało to do zabiegów celowych. To tak generalnie.
W innych zrzutach zauważyłem typowe niedoskonałości wynikające z: cech materiałów światłoczułych (w Polsce często z NRD), możliwości obiektywów, sposobów wywoływania negatywów itp.
Naprawdę luźne uwagi:
1. Zdjęcia robione pod światło najczęściej bywały kompromisem pomiędzy szczegółami widocznymi w cieniach a światłach. Przydałby się HDR.
W ciemniach fotograficznych wykonywaliśmy różne sztuczki poprawiające rozpiętość tonalną podczas rzucania obrazu na papier światłoczuły.
O tym mogę ewentualnie napisać w odrębnym poście. Natomiast kinematografia z „HDRem” miała pod górkę.
2. Sceny kręcone w ciemnych pomieszczeniach, co do zasady, cechowała gorsza jakość. Klisze o podwyższonej czułości dawały spore ziarno (w fotografii cyfrowej mówimy o szumach). Stąd taki obraz odbierano jako mniej ostry. Pisząc w sposób nowoczesny wyjaśnię, że negatyw np. 15 DIN posiadał zauważalnie lepszą zdolność rozdzielczą niż 27 DIN.
Do tego dochodził konieczny spory otwór blendy, zatem z automatu spadek wspomnianej wcześniej głębi ostrości. Przy planach ogólnych problemy były gwarantowane.
3. Kurna! Wpadłem tu na chwilkę, a już zacząłem wystukiwać punkt trzeci. Stop!
Mam jeszcze robotę do wykonania.
Gorsza jakoś określonych ujęć nie zawsze wynika z błędów popełnionych przez rekonstruktorów. Zwróćmy uwagę np. na kadr z D. Olbrychskim (dziewiąty w kolejności). Ziarno i ostrość nie powinny nikogo irytować. Dlaczego? Wszelkiej maści zbliżenia - szczególnie w dawnych filmach - wygrywały. Jeśli do tego obiekt był dobrze oświetlony, a materiał negatywowy poprawnie wywołany, uzyskiwaliśmy kadr referencyjny. Bardzo pomagał (często stosowany) duży otwór blendy / przesłony. Przy ustawieniach bliskich wartościom względnym (termin fachowy) obiektyw rysował optymalnie i teoretycznie uzyskiwaliśmy „maksymalnie” wyraźny obraz. Nadto zmniejszała się głębia ostrości rozmydlając nieco tło. Przy portretowaniu należało to do zabiegów celowych. To tak generalnie.
W innych zrzutach zauważyłem typowe niedoskonałości wynikające z: cech materiałów światłoczułych (w Polsce często z NRD), możliwości obiektywów, sposobów wywoływania negatywów itp.
Naprawdę luźne uwagi:
1. Zdjęcia robione pod światło najczęściej bywały kompromisem pomiędzy szczegółami widocznymi w cieniach a światłach. Przydałby się HDR.
W ciemniach fotograficznych wykonywaliśmy różne sztuczki poprawiające rozpiętość tonalną podczas rzucania obrazu na papier światłoczuły. O tym mogę ewentualnie napisać w odrębnym poście. Natomiast kinematografia z „HDRem” miała pod górkę.
2. Sceny kręcone w ciemnych pomieszczeniach, co do zasady, cechowała gorsza jakość. Klisze o podwyższonej czułości dawały spore ziarno (w fotografii cyfrowej mówimy o szumach). Stąd taki obraz odbierano jako mniej ostry. Pisząc w sposób nowoczesny wyjaśnię, że negatyw np. 15 DIN posiadał zauważalnie lepszą zdolność rozdzielczą niż 27 DIN.
Do tego dochodził konieczny spory otwór blendy, zatem z automatu spadek wspomnianej wcześniej głębi ostrości. Przy planach ogólnych problemy były gwarantowane.
3. Kurna! Wpadłem tu na chwilkę, a już zacząłem wystukiwać punkt trzeci. Stop!
Mam jeszcze robotę do wykonania.
„Ja paryskimi perfumami się nie perfumuję... Ja jeden wiem co tej ziemi jest potrzebne”.


Przynajmniej Potop, bo Pana Wołodyjowskiego nigdy nie lubiłem aż tak bardzo, by kupować to dosyć już drogie wydanie. Jeśli zaś chodzi o Ogniem i mieczem, to ten film chyba w ogóle nie został jeszcze zrekonstruowany i wszystkie wydania, nawet Blu-ray od DMMS, zawierają starą kopię, która cokolwiek by nie robić wygląda parszywie, więc jeśli koniecznie chcesz to mieć na nośniku fizycznym, to najlepiej chyba wziąć najtańsze DVD z Allegro.